środa, 30 listopada 2022
Temat trochę przewrotny bo każdy z tu zebranych żyje swoim ludzikowaniem i bez niego nie byłby sobą. Nie inaczej jest ze mną. Figurki a w zasadzie żołnierzyki, najpierw kioskowe peerelowskie paskudy, później Airfixy (kupowane za ciułane miesiącami kieszonkowe) i polskie podróby zdefiniowały mnie jako hobbystę. Po krótkim epizodzie filatelistyczno-numizmatycznym żołnierzyki były tym co kręciło małego Gonza najbardziej.
Uwaga załączam horror, fotki z sieci a głównie z facebookowej grupy miłośników Żołnierzyki - Figurki - Dioramy
Zawartość pudełka, były dostępne dwa takie zestawy, Kosynierzy i Księstwo Warszawskie. Niestety miałem oba...
Typowy pokrak z kiosku
Kartonowy zamek, miałem to parę razy, dość nietrwałe... Świat Młodych czasem wrzucał jakieś zajawki, to numer z 1976, tego w rękach nie miałem, ale parę lat później były fotki z jakieś mega wystawy i bitwy. Robiło wrażenie. Balisty i Katapulty, każdy chyba takie miał, do kupienia od 1976r bez większych problemów w papiernikach. Miałem je kilka razy.
Te wszystkie potworki to były zwykłe zabawki, oczywiście rozgrywało się nimi jakieś srogie bitwy, ale raczej bez zasad innych niż rzucanie gumką do ścierania, przewrócony na ryj był zabity, na plecy ranny. To było fajne ale chciałem czegoś lepszego, podskórnie czułem że MUSI być coś lepszego! Los zdecydował za mnie...
Rok 1979, któregoś razu poszedłem z mamą do jej koleżanki by kręcić loki, tzn one sobie kudły zawijały w papiloty i cięły odrosty (w czasach PRLu można było zaoszczędzić na fryzjerce) a ja miałem poznać nowego kolegę. Typa nie było, ale miał swój pokój a w nim skarby, pomijam własny TV, miał żołnierzyki malutkie i jakże pięknie odlane! Był bo legion rzymski pomalowany akwarelami czy innymi plakatówkami, gały wylazły mi na wierzch i tak już zostało, później wylazły mi jeszcze bardziej gdy się dowiedziałem, że to się DA KUPIĆ na tzw "perskim" czyli gdzieś na legendarnym Wolumenie. Tak długo wierciłem mamie dziurę w brzuchu, że w końcu pojechaliśmy szukać żołnierzyków.
Poniżej wzmiankowani Rzymianie kolegi oraz moje pierwsze prawdziwe Unioniści, później byli Indianie i Brytole na ACW (tych ostatnich miałem z czasem najwięcej), Celtowie i jakieś stosy o których nie pamiętam. Z rozrzewnieniem wspominam polskie klony tych Japończyków, nigdy nie miałem ich oryginałów, nasza wersja była z miękkiej gumy i ludki nigdy nie chciały same stać, musiałem dokonywać pierwszych konwersji, przycinać podstawki i montować do kartoników przy pomocy gumy arabskiej albo plasteliny, naprawdę masakra...
I tak by się to zbieractwo kręciło gdyby nie któraś Sobótka. Teleranek tudzież inny Drops, gdzie pokazano pionko-figurki do jakiejś gry fantasy. Czy była tam mowa o RPG`ach chyba nie, gra miała spore kafelki i budowało się z nich labirynt, po którym się tymi ludkami łaziło (cholera może to i był Labirynt Śmierci), na pewno był to po 1981r bo poleciał też fragment Dragonslayera.
Gdy za parę lat, za sprawą Ciesielskiego i jego artykułów w Magazynie Razem wchodzę w RPGi i od początku jestem frakcją cisnącą by grać z użyciem ludków tu wracamy do pierwszych wpisów z FKB Ale się zebrało na wspominki...
Wypadałoby podsumować jakoś temat ale chyba nie potrafię, bez ludków byłbym innym typem, nawet nie wiem czy człowiekiem... the end :P
Tradycyjnie zacznę od narzekania, frekwencja lipna, ale może temat za trudny, może pora roku zbyt depresyjna, może plamy na Słońcu, a może to 100% naszych blogujących blogerów biorących udział w Festiwalu? FKB odsłona 99 ukazuje z całą mocą i potrwierdza, że obecna formuła się wzięła i wyczerpała. W przyszłym miesiącu, setne FKB ma pociągnąć Inkub z Wojny w Miniaturze, mam nadzieję, że jakoś nas pobudzi do działania...
Linki do wpisów, edytowany, te linki to tak na odp@#$%^ol zrobiłem, poprawię kiedyś:
http://thedarkoak.blogspot.com/2022/11/figurkowy-karnawa-blogowy-ed-xcix-jesli.html
http://koyoth.blogspot.com/2022/11/figurkowy-karnawa-blogowy-ed-xcix-jesli.html
https://kryptakrolow.blogspot.com/2022/11/massive-darkness-2-hellscape-four.html
http://gangsofmordheim.blogspot.com/2022/11/the-exiled-dead-deintalos-exile.html
https://quidamcorvus.blogspot.com/2022/11/figurkowy-karnawa-blogowy-edycja-99-co.html
https://elminsnerdcave.wordpress.com/2022/11/25/fkb-odslona-99-czyli-jesli-nie-ludziki-to-co/
https://blog.bostonsteelworkspolska.com/2022/11/fkb-odsona-xcix-czyli-jesli-nie-ludziki.html
i dwa wpisy, nie w temacie FKB, ale warto je zaznaczyć bo prace rewelacyjne! https://borgninespainting.blogspot.com/2022/11/blood-bowl-nurgle-staff-mr-rotlaug.html
https://borgninespainting.blogspot.com/2022/11/blood-bowl-markers-infected-pallid-ale.html
Labels: figurkowy karnawał blogowy, FKB, wspominki
niedziela, 5 marca 2017
Skończyłem buldosia, albo takie mam wrażenie, w każdym razie zostawiam go tak jak jest. Dopiero na fotkach zauważyłem, że podstawka nie ma krawędzi. Drobne przeoczenie do poprawienia w moment. Ludka malowało się bardzo fajnie, rzeźba lekko przerysowana, bez zbędnego silenia się na nowoczesny hiper super-duper realizm. Tak powinny wyglądać figurki do grania. Ścibor odwalił kawał dobrej, stylizowanej na oldskool, roboty!
Fotki dwie i przechodzimy do sedna sprawy...
Dziś będzie trochę o starych krasnalach, które przy okazji fotografowania Czerwonego Goblina, złapały się w kadr...
Citadel Miniatures Catalogue Section Two 1991 (Red), Imperial Dwarfs, Commander, Hammer 2 074335/29A, Perry Twins
Wydaje mi się, że wcześniej występował pod jakimś imieniem, ale nie mogę go teraz sobie przypomnieć. Malowany prawie dziewiętnaście lat temu. Obecnie dostałby więcej cieni i rozjaśnień, ale wtedy taki tabletop wystarczał w zupełności. Podobna notka tyczy się wszystkich moich ludków malowanych dawniej niż dziesięć lat temu.
Przez lata dzielnie służył jako król "bretońskich" krasnoludów. Biało niebieskie malowanie wydało mi się proste, dopasowałem do tego championów, sztandar, odpowiednie kalkomanie i tłoczone tarcze. Schematy malowań krasnoludów to zawsze był bolesny temat..
Malując starałem się trzymać paru stałych elementów np rękawic i pasków z goblińskiej skóry, takie wykończenie pojawia się w większości moich krasnoludów.
Citadel Miniatures Catalogue Section Two 1991 (Red), Imperial Dwarfs, Axe19 074335/9, Perry Twins
Królewski czempion, malowanie jak i reszty detachmentu, biało niebieskie i jeśli się da to jednorożec na tarczę. Z tego co widzę ludek nie ma źrenic, oznaczy to, że był malowany około dziesięciu lat temu, kiedy to przestałem dostrzegać detale w ludkach. Parę lat temu kupiłem lupę modelarską i trochę poprawiłem się w detalach.
Citadel Miniatures Catalogue Section Two 1991 (Red), Dwarf War machines, Flame Cannon, Spotter 074362/2, Perry Twins Kawałek załogi starego flame cannona, którego nigdy w komplecie nie miałem. U mnie obsługiwał głównie balisty, być może to właśnie z którąś z nich mi się trafił w blisterze.Zaskakują mnie niewycieniowane dłonie. Być może nie skończony poszedł na wojnę, a potem zapomniałem go poprawić.
BC3 Dwarf Lords of Legend, Kimril Giantslayer, Perry Twins Legendarnych Lord z roku 1985, niestety nie ich mam wszystkich. W latach 90tych trafiali się jeszcze w blisterach jako szeregowi członkowie klanu. Malowany już post-warhammerowej fazie, nigdy nie walczył. Użyty parę razy podczas sesji RPG.
Citadel Miniatures Catalogue Section Three 1993 (Green), Section Marauder Miniatures, MM15 Dwarf Clansmen, MM15/51, Aly Morrison & Colin Dixon Jedna z fajniejszy serii Krasnoludów, rok 1992. Niby zwykły wojak ale czasem wstępował do ostatnich szeregów Długobrodych. Malowanie błyskawiczne dwadzieścia minut. Pamiętam bo malowałem go na czas. Kolczuga robiona tradycyjną metodą, boltgun metal, armour wash, drybrush mithril silver. Broda była robiona na mokro i mieszana już na figurce. Tarcza metalowa, zabrana wikingom z Old Glory czy innego podobnego dziadostwa. Miałem tych tarcz kilkadziesiąt i wielu moich krasnali zostało w nie uzbrojonych.
Citadel Miniatures Catalogue Section Three 1993 (Green), Section Marauder Miniatures, MM16 Dwarf Slayers, Troll Slayers, MM16/1, Trish & Aly Morrison Jeden z pierwszych slayerów, który do mnie trafił. Malowany na początku września 1994 roku, jeszcze Humbrolem. Pomalowanie trzech ludków, włączając w to schnięcie kolejnych warstw farby, zajęło mi około tygodnia. Pod koniec września, po imieninach, byłem już szczęśliwym posiadaczem Citadelek i malowałem jednego ludka co wieczór. Ten ma malowane paznokcie i błyszczący lakier zapuszczony do oczu. W pierwszych kilku ludkach robiłem też ślinę i nabłyszczałem usta. Później już mi się tak nie chciało. ;)
Warhammer Armies Dwarfs p.109, rok 1993, Clansmen, With spear 88001/1, Aly Morrison and Colin Dixon Wojownik klanu uzbrojony we włócznię, jakich wielu w mojej armii. Czasem wystawiałem ich jako uzbrojonych w broń podstawową, a czasem jako pikinierów.Zależało od przeciwnika i fantazji.
Citadel Miniatures Catalogue Section Two 1991 (Red), Imperial Dwarfs, p212, Spear 2 074347/25, Perry Twins Członek Szarego Oddziału, nigdy lepszej nazwy nie dostali, jednostka składająca się z klanowców uzbrojonych w broń ręczną albo krótkie włócznie. Kolorem przewodnim w tym oddziale był szary. Brak głębszego cieniowana i zielony rant podstawki sugeruje pradawne malowanie.Strasznie monotonny schemat, powinien dostać jakieś żywsze akcenty na tarczy. Cóż kiedyś malowałem na ilość...
White Dwarf 166, p79, Marauder Miniatures, Dwarfs, Dwarfs Miners, Dwarfs Miner 3 88044/3, Colin Dixon Górnik wzór trzeci, malowanie współczesne (około 2011 roku) co widać po cieniowaniu i wykończeniu. Mam zrobiony w tym samym schemacie kilkunastu. Budowanie wielkich oddziałów było smętnym pomysłem rodem z 8ed WHFB. Niestety dałem się porwać temu szaleństwu. Zmontowałem jednostkę składającą się z dwudziestu metalowych i kilkunastu plastikowych z boxa i Skull Passa. Błędna decyzja...
White Dwarf 205, p120, Dwarfs, Dwarf General, Queen Helgar 74389/1, Colin Dixon Królowa Helgar objawiona światu z okazji kampanii Grudge of Drong. Była to pierwsza z pudełkowych kampanii do 5ed. Cztery łączone fabularnie bitwy, specjalne listy armii dla Krasnoludów i Elfów, przedmioty magiczne, domki i dedykowane figurki. Generalnie wypasior. Krasnoludy dostały, nowego kowala run, Królową, generała Dronga, szefa do górników Mattocka, nową armatę wydłubaną przez weterana Normana Swalesa i (niestety) nowych Hammeresów. To tu zaczyna się zmiana stylistyce figurek. A ja powoli kończę grywać w Fantasy Battle`a...
Labels: dwarfs, katalog, krasnoludy, oldskool, Ścibor, White Dwarf, wspominki
poniedziałek, 31 października 2016
No dobra, Hussar to nie tylko konkurs malarski dla bogów pędzla. To też okazja do zakupów w dobrych cenach, odpada choćby koszt przesyłki, a często gęsto da się kupić rzeczy za pół ceny czy nawet je dostać. Spotkań na żywo to kolejny powód by odwiedzać takie imprezy. Lokalnych malarzy zna się przynajmniej z widzenia, czasem się na nich wpada w sklepach, pubach czasem tak jak Camelson organizują warsztaty. Większość z nas, siłą rzeczy zna się tylko z sieci, kryjemy się za awatarami a gdy przychodzi do spotkania na żywo, mijamy się wzajemnie nie rozpoznając, albo nie potrafimy ze sobą pogadać, choć za parę godzin będziemy dyskutować z zacięciem "jaka to fajna impreza była" i kogo to tam nie spotkaliśmy. Smutne to trochę...
W tym roku Hussara odwiedził Ścibor. Przywiózł ze sobą plastelinowe szkice pod postaci do jakichś gier komputerowych nad którymi ostatnio pracował. Kolekcjonerkę Wiedźmina i parę drobniejszych odlewów. Pogadaliśmy trochę o mieliźnie w branży, problemach z młodymi i domorosłymi rzeźbiarzami, którzy nie czają, że figurka do gry wcale nie musi być ultra realistyczna, dodatkach do filmów itp. Swoją drogą myślałem, że tylko ja katuję małżonkę ośmiogodzinnymi sesjami z dodatków do Hobbita czy innego LotRa. Szybko złapaliśmy kontakt, opowiadał o swoich technikach, dzielił się przemyśleniami i pomysłami. Bardzo sympatyczny typ! Chciałem kupić od niego goblina na buldosiu, ale po prostu mi go dał, co więcej, dorzucił jeszcze lekko zgniłego misia po przejściach.
Goblin nie dał się dobrze sfotografować, ale nie ucieknie bo będę z niego robił generała do armii. Drugiego gifta planuję zrobić na desce i powiesić na ścianie by wyglądał jak trofeum miśliwskie.
Smok, tradycyjnie, prowadził warsztaty dla początkujących. Skrobaliśmy więc ghule i krasnale gadając o starych dobrych czasach. Zainteresowanie było i mam wrażenie, że będzie trochę narybku. Pomalowane ludki zabieraliśmy do domów. Krasnala oddałem w dobre ręce ale ghula mam, skończę go przy okazji.
Labels: hussar 2016, Ścibor, wspominki
sobota, 17 września 2016
W ramach wstępu link o co w tym chodzi...
Pytanie na dziś: "Twój ulubiony schemat kolorystyczny armii lub ulubione kolory farb?"
  Moim ulubionym kolorem jest Enchanted Blue rozjaśniany Lightning Bolt Blue. Malowałem tym schematem Squaty 22 lata temu. Koniec bom zryty po Boltowym evencie. Dobrze było albo i lepiej raport i fotki, jutro albo kiedyś tam na BA-banzai.blogspot.com
Labels: Bolt Action, wspominki, wyzwanie 30 dniowe, zajawka
poniedziałek, 12 września 2016
W ramach wstępu link o co w tym chodzi...
Pytanie na dziś: "Sytuacja, której nigdy nie zapomnisz, a która przytrafiła się podczas bitwy lub w trakcie malowania?"
  Jest parę takich akcji których nie zapomnę. 2ed wh40k, Squaty vs Eldary i cholerna Jain Zar. Wyskakuje to to zza krzaka rzuca tym swoim pokracznym bumerangiem w stronę oddziału Squatów i ech,pięć główek spada na glebę... Lucky Shot, fuk :-/
Bitwa Squaty vs Ultramarines, jest remis, mój ostatni rzut, dostrzegam że na linii ognia przed Rapier Laser Destroyerem stoi Marneus Calgar, NIKT nawet taki heros nie powinien stawać przed Rapierem i Squatami ciągnącymi za jego spust. Marneus skończył jako marna kupka popiołu. Lucky Shot! :D
Do następnego wpisu...
Labels: squaty, ultramarines, wh40k 2ed, wspominki, wyzwanie 30 dniowe
niedziela, 11 września 2016
W ramach wstępu link o co w tym chodzi...
Pytanie na dziś: "Twoja ulubiona muzyka do grania lub malowania?"
Muzyka to moje paliwo, bez niej nie działam, muzyka mnie nastraja i inspiruje...
 W czasach RPG (przełom lat 80tych i 90tych) najczęściej słuchaliśmy podczas sesji Dead Can Dance. Odkrycia tej grupy dokonaliśmy za sprawą wydanej u nas składankowej płyty z 4AD były na niej kawałki Cocteau Twins, Dead Can Dance, Bauhausu, Clan of Xymox i cholera wie co jeszcze. Na sesje trafiały jakieś dziwne folki z kaset kupowanych na stolikach, Kwartet Jorgi, wczesna Antonina Krzysztoń (poważnie!), J.M. Jarre`a tego to jak leciało bo zawsze był świetny. Kumpel był miłośnikiem psychodelii, nie wiem skąd ale miał sporo Einstürzende Neubauten. Trafiało się coś z soundtracków, Enya i Clannad, ci ostatni oczywiście za sprawą muzyki z Robin Hooda, która przykleiła folk do fantasy. Ja eksperymentowałem z metalem. Przynosiłem którąś z pierwszych płyt Protectora i w ogóle próbowałem wprowadzić ciężkie nuty na gry ale ani King Diamond, (ciężki jak cholera, nie?) Iron Maiden, czy Metallica nie trafiały w gusta. Jakaś muzyka na sesjach zawsze była, ale nie przywiązywaliśmy do niej aż takiej uwagi.
 W czasach Warhammerów, od 1994 roku każdy miał już wyrobione gusta ale muzyka na bitwach była raczej mocna. Część kumpli preferowała metal, część muzykę średniowiecza z Carminą Buraną na czele, tą prawdziwą a nie oklepanym Orffem. Co bardziej epickie kawałki Manowara, (nazwa jakoś dobrze się kojarzyła) pasowały do epickich szarż kawalerii Chaosu, a tłem do Wh40k naturalnie stał się Bolt Thrower. Z czasem pojawiało się Astral Projection z całym bagażem psy i goa trance`u. Cóż za piękne czasy!
Muzyce w Warhammerze poświęciłem kiedyś osobnego posta.
Labels: Muzyka, wspominki, wyzwanie 30 dniowe
sobota, 10 września 2016
W ramach wstępu link o co w tym chodzi...
Pytanie na dziś: "Ulubiona frakcja, którą dowodziłeś lub którą pomalowałeś?"
Proste pytanie prosta odpowiedź, Squaty!
Po paru latach grania w Warhammera Fantasy Battle`a przejście płynni przeszliśmy do Wh40k. Wielkich odstępstw nie było. Gracze Chaosem trzymali się swoich frakcji. Skaveni wzięli się za Nurgle`a, miłośnicy Elfów za Eldarów, ja oczywiście wszedłem w Squaty. Dla większości dzisiejszych graczy 2ed jest jakąś legendą, a Squaty czyli kosmiczne krasnoludy to mit. Stety czy niestety GW przechodząc do 3ed Wh40k wymazało te dumną rasę. Ostanie zasady do Squatów które się pojawiają to lista armii do Epica w którymś z krańcowych Citadel Journali, bo tej bandy cieciów z czwartego Gang Wara nie mogę uznać. Jakiś czas temu Inkub, w swojej serii "Z otchłani czasu" prezentował fragment fluffu Squatów z 1ed, oryginalnie jest on zawarty w 111 numerze White Dwarfa a potem był powtórzony w Compendium.
W każdym razie, Squaty do końca 2ed Warhammera 40.000 były legalną, grywalną armią, w dodatku Dark Millenium (traktującym o psionice w Wh40k), były zasady dla Ancestorów oraz zajawki nowych modeli. Ostatnia wzmianka, w uniwersum Wh40k, pojawia się Codexie do Gwardii Imperialnej, gdzie występują jako alianci. Potem przez lata nic, gdzieś tam przemykają w powieściach. W 6ed występują na liście ras zaprzyjaźnionych obok homo sapiens variatus (zwierzoludzi którzy kiedyś byli wcielani do Gwardii), minimus (Ratlingów lub jak kto woli Halflingów formujących gwardyjskich snajperów), gigantus (Ogrynów, swego czasu bardzo popularni w Imperium i Orkach jako najemna ciężka piechota), rotundus czyli Squaty.
Ludków mam dużo, dwadzieścia parę lat zbierania zrobiło swoje. Nie tknąłem pędzlem Squatów od czasów pierwszej Apokalipsy. Mam do nich sześć czy siedem starych Rhinosów, starego LandRaidera (i dwa w zapasie), gyrocopter (którego fotka umila dzisiejszy wpis) i masę innych rzeczy. Do pełni szczęścia brakuje mi parunastu ludków, których ceny oscylują w granicach 30-40gbp za sztukę. Ciśnienie na Squaty jakoś mi opadło, ale może kiedyś ich dozbieram...
Po etykietach na blogu możecie przejrzeć co o Squatach pisałem. Jakoś dużo tego nie ma: Squat, Squaty
Umówmy się, że do końca roku, pomaluję jednego Squata miesięcznie. I obiecana fotka gyrocoptera...
Labels: Squat, squats, wspominki, wyzwanie 30 dniowe
piątek, 9 września 2016
W ramach wstępu link o co w tym chodzi...
Pytanie na dziś: "Największy model jaki pomalowałeś lub którym dowodziłeś?"
Wydaje mi się że PToN, czyli Plague Tower of Nurgle czy jakoś tak. Maszyna rodem z Epica ale przeniesiona za sprawą, którego z dodatków do Apocalipsy na stoły Warhammera 40000. Potrzebowałem silnego wsparcia na drugą czy trzecią Apocalipsę. Wystawiałem się demonami, poza dużym Tzeentchem otoczonym kilkudziesięcioma flamerami, wystawiłem też herolda Nurgle`a, Wielkiego nieczystego z masą nurglingów, i trochę Space Marines podróżujących w Nurglowej Wieży Plag. Tu link do posta o bitwie w której PToN wystąpił i nic nie zrobił.
Więcej o tym jak powstawał pisałem na blogu w czterech postach, 1,2,3,4 Model, jak 98% rzeczy które robię nie jest skończony, na razie zbiera kurz. Coś we mnie dojrzewa by skończyć dłubać Nurglową Armię do Wh40k, stylizowaną na 2ed ale choćby trochę grywalną w późniejszych edycjach. Na razie to plany.
środa, 7 września 2016
W ramach wstępu link o co w tym chodzi...
Pytanie na dziś: "Twój największy sukces w grze bitewnej lub największe osiągnięcie modelarskie?"
W zasadzie to dwa pytania. NO to jedziemy kolejno.
Nigdy nie byłem jakimś wybitnym graczem, uwielbiam pograć z kumplami ale kminienie rozpisek na ultra-kombosach mnie nie tyle nudzi co odrzuca jako niesportowe. Pamiętacie Carnifexa z 2ed wh40k, S7 T8 W10 bioplazmą, z Null Zonem (4+ save nawet na Virtex granaty) i regeneracją na 4+. Zawsze można było doginać pod sufit ale po co? Gra to nie tylko ciśnienie by ze współgracza zrobić miazgę do trzeciej tury. Zresztą wole gracza nazywać partnerem w grze niż przeciwnikiem. Może dziwny jestem ale nie zawsze muszę wygrać. Oczywiście jakieś tam spektakularne zwycięstwa odnosiłem. W 5ed WFB wystawiłem na bitwę setkę krasnali z czego tylko dwóch nie strzelało, kumpel grający Chaosem nie zadał mi nawet jednej rany, nie ruszyłem żadnego oddziału z miejsca. To była naprawdę jedna z dziwniejszych gier. Miałem 100% skuteczność przy 100% pechu przeciwnika. Słabe to było jakieś.
Kumpel odwdzięczył mi się parę dni później gdy graliśmy w WH40k (2ed). Uparłem się wesprzeć Squaty grubą bandą ogrynów, masa punktów w nich poszła, ziom grał Inkwizycją ze wsparciem Grey Knightów, dobrał na te grę ile wlazło terminatorów, do tego uzbroił ich w Cyclony. Po pierwszej salwie z moich ogrów zostały jakieś trociny, dymiące buty i dziura w ziemi. Inkwizytor poprawił z Exterminatusa i było po bitwie.
Wolę pamiętać jakieś konkretne scenki niż całe bitwy. "Miło" wspominam gdy oddział Ratlingów wysforował się na obszar przeciwnika i zajął bunkier. Dzielnie kurduple ostrzeliwały ze swoich snajperek combat squady Ultramarines. W pewnym momencie kumpel wkurzony brakiem postępów popchnął do ataku terminatorów. Jeden z nich tachał thunderhammer. Przeleźli przez ścianę bunkra jakby była z kartonu i wywalili ze stormbolterów i granatów do skitranych w ruinach halflingów i nic ZERO strat. W odpowiedzi snajperzy strzelili do zakonników praktycznie z przyłożenia, pięciu terminatorów padło. Po bitwie kumpel mi ich oddał i... przestał grać w Wh40k, a ja poza ludkami mam wyrzuty sumienia.
W sumie najfajniejszą bitwą była ta którą rozegraliśmy z gośćmi z Games Workshop. To pierwsza pokazowa bitwa na 5ed WFB rozegrana w Polsce. Trochę był stres bo nie wiedzieliśmy nic o Lizardmenach, trzeba było improwizować by mieć co wystawić. Po wizycie w HQ GW miałem trochę starych Slaanów, piątkę dało się posadzić na przechwycone od Dark Elfów Cold One`y, zrobiłem też jakichś scoutów z dmuchawkami, nie pamiętam czy w końcu weszli na stół. Na parę dni przed bitwą przyszła paczka z pudłem zawierającym 5ed. Na szybko malowaliśmy skinki i saurusów, ostatecznie coś tam udało się wystawić. Gość z UK przywiózł nieźle pomalowaną Bretonię. Bitwy chyba nawet nie dograliśmy. Pamiątką po niej jest krótka notka i fotka w 207 White Dwafie.
Jesteśmy na górnej fotce. Daje się rozpoznać, Krzysia, Jarka, Damiana, Jerzego M, Gibbona, Kangura, ta wesoła biała plama na pierwszym planie to ja ;)
Druga cześć pytania. W 2007 roku Games Workshop zorganizowało polskiego Golden Demona. Zwyczajowo podczas jego trwania, by dać jury czas na ocenę prac, organizowane są różne dziwne konkursy, jednym z nich jest Scrap Demon. Polega to na skonwertowaniu z dostępnych bitsów w dość krótkim czasie scenki na zadany temat. Udało mi się przysiąść na moment i zmajstrować coś na szybko, no i wygrałem.
Labels: Księgarnia u Izy, wspominki, wyzwanie 30 dniowe
wtorek, 6 września 2016
W ramach wstępu link o co w tym chodzi...
Pytanie na dziś: "Ulubiony zestaw kości lub ulubiona kostka?"
Dziś coś odmiennego czyli parę słów o kostkach. Kostki potrzebne są do gier, do różnych gier różne kostki itp Zbieram kostki mam ich trochę, nie wiem ile przestałem liczyć, mam też kostkę której nienawidzę a było to tak:
Zaczynając w 1988/89 RPG o prawdziwych firmowych-sklepowych kostkach mogliśmy sobie pomarzyć. Wiedzieliśmy za sprawą Ciesielskiego jakie są jak wyglądają i tyle. Najbliższy sklep był w Hamburgu, takie krążyły plotki, choć przypuszczam że w Zachodnim Berlinie sklepy z RPG też by się dało znaleźć, jasne, równie dobrze mógłby być na Marsie. Jako że "prawdziwe" RPG wymagało kostek innych niż zwykłe k6 zajumane młodszej siostrze z Grzybobrania czy innego Chińczyka, nie było rady musieliśmy je zrobić sami. Pierwsze powstały z modeliny, K10 i K4 były bardzo proste do zrobienia, K20 wymagała popracowania ale o dziwo mieliśmy ich sporo. Szablony brył wzięliśmy z podręcznika do geometrii, z czasem udało się też zrobić k8, (ja jej jeszcze nie miałem o niej jest osobna historia) lecz z nieznanego powodu k12 było jakieś nieosiągalne. Problem rozwiązaliśmy w najprostszy sposób, tworząc zasady ominęliśmy te trefną kostkę i tyle. Po latach grania pojawił się w naszej okolicy typ, który prowadził SF i miał pełen zestaw oryginalnych kostek. Był "dziany" i jeździł za zachodnią granicę parę razy do roku, w każdym razie dość regularnie, obiecał że przy okazji kupi nam kostki. Będąc w Hamburgu kupił kilkanaście sztuk, wspominałem już że był dziany? i po powrocie trochę tych skarbeńków nam odsprzedał. Ja chciałem tylko k12, widziałem że była ale ktoś mi ją podkupił, bywa... Miałem już wtedy Amigę, co w tamtym czasie było czymś znacznym, kumple wpadali pograć w coś fajnego, Warlord w parę osób grany przez cały dzień itp. Nowością był Centurion, widziałem go u kumpla na blaszaku i strasznie chciałem w to zagrać. Skombinowałem grę od znajomego, co nie było wcale takie proste, bo on nie cierpiał strategii i musiał specjalnie dla mnie zamrozić dwie dyskietki przez parę dni, no ale się udało. Starzy pojechali na działkę, siedzę szczęśliwy sam w domu i właśnie wgrywam giercę gdy nagle odzywa się dzwonek domofonu. Nie specjalnie miałem ochotę otwierać, ale to mógł być któryś z ziomów z dyskietkami. (Dygresja: należy tu zaznaczyć fakt, samo posiadanie dyskietek z grami, czy parę lat wcześniej kaset nie znaczyło, że się ma kompa. Gry były walutą i można było za ich udostępnienie do skopiowania uzyskać wiele rożnych przysług). Faktycznie był to jeden z bliższych kumpli i miał coś lepszego niż gry. Zaoferował mi k12 (te przywiezioną z Hamburga, którą podkupił mi sprzed nosa, nawet się do tego przyznał), za to że pogra w Centuriona! No dobra, graj draniu. Usiadł do gry o godzinie 18 a wstał od biurka jak świtało. Myślałem, że jak mu nie dam herbaty i ciastek to sobie pójdzie w diabły, przed 22 ale nic z tego, twardo siedział przechodząc Centuriona już drugi albo trzeci raz, straciłem rachubę bo przysnąłem. Kostkę zostawił i poszedł, a ja wstałem i skasowałem Centuriona. Kostkę oczywiście mam do dziś i jej nienawidzę...
Labels: kostki, RPG, wspominki, wyzwanie 30 dniowe
poniedziałek, 5 września 2016
Jeste celebrytem, (takim maciupkim), bo udzielam wywiadów (w banżowej blogosferze) itd normalnie Wow i shok i ach i och!
Labels: blogosfera, celebryt, wspominki
niedziela, 4 września 2016
W ramach wstępu link o co w tym chodzi...
Pytanie na dziś: "Ulubiony film lub książka związana lub pasująca klimatem do uniwersum?"
Wczoraj było o ulubionym uniwersach a dziś poszukamy filmów i książek, które w jakiś sposób do nich pasują czy rozszerzają. W przypadku uniwersów wyrastających z książek, w zasadzie nie ma o czym mówić z filmami może być ciekawiej. Zestawienie nie wyczerpuje tematu a jedynie zaznacza problem.
J.Verne Ekranizowany jest od ponad stu lat, luźno inspirowane fenomenalną powieścią tu Wyprawa na Księżyc Z Ziemi na Księżyc. Te fajniejsze filmy to, moim zdaniem, toW 80 dni dookoła świata, wersja z Brosnanem, francuski miniserial Kurier carski z muzyką Cosmy, był bardzo spoko. Radzieckie kino ekranizowało J.V. od przed wojny czyniąc to z wielkim pietyzmem i dbałością o wierność oryginałowi. Powstały Dzieci Kapitana Granta, Piętnastoletni Kapitan, porwali się nawet na Tajemniczą Wyspę. Z amerykańskich produkcji wyraźnie inspirowana Vernem jest bardzo fajna Atlantyda Disneya. Stare i takie sobie bo pełne zbędnych zmian 20 000 mil podmorskiej żeglugi, Robur czy Wyprawa do wnętrza Ziemi. Jest co oglądać.
StarWars to film i liczy się pierwszy kinowy, no dobra jeszcze Imperium, a reszta to coś co niepotrzebnie narosło. Książki, komiksy, animacje, gry... no są i coś tam rozwijają (rozwijały bo teraz to już nie kanoniczne) ale jakoś mnie to aż bardzo nigdy nie kręciło.
Tolkien książki to książki, mamy ich sporo a pojawiać się będą kolejne bo co i raz odkrywane są zapiski Profesora. Ekranizacji Hobbita i Władcy Pierścieni też było kilka. Najbardziej znana są te Petera Jacksona. Wizualnie od, niezłe do zachwycające, choć chwilami mogłyby być ciut wierniejsze. Przemilczę końcówkę Hobbita. Mimo wszystko to Władca Bakshiego zrobił na mnie większe wrażenie, no dobra miałem wtedy z 10 lat...
Warhammer cudowny i fenomenalny świat, który nie doczekał się ekranizacji (i chyba się już nie doczeka), wspierać się można oglądając Van Helsinga, Solomona Kane`a (który jest tak warhammerowy jak to tylko możliwe bez przyklejania logo), może trochę Season of the Witch, miejscami "Nieustraszonymi Braćmi Grimm", w pewnej warstwie Faustem Sokurowa, a gdyby ktoś szukał inspiracji dla wyprawy na rubieże Imperium i trafił do Kisleva, wcześniej POWINIEN obejrzeć Forbidden Empire.
Warhammer 40 000 nie ma takiego szczęścia, ekranizacje są delikatnie mówiąc słabe, pierwsza próba czyli Inkwizytor dziś jest jedynie nieoglądalną ciekawostką, no dobra pancerze Space Marines są świetne, ale reszta to męka. Trochę firmowych reklamówek Hive Infestation i nieszczęsny Ultramarines. Osobnym gatunkiem są intra do gier, począwszy od Final Liberation aż do współczesnych, już w pełni animowane, tych nawet nie linkuję bo jest ich masa i są powszechnie znane. Fanowskie "dzieła" np Damnatus Całkiem nieźle rokuje, choć mam pewne zastrzeżenia, The Lord Inquisitor.
Chciałoby się filmu z prawdziwego zdarzenia, za grubą kasę i z godnym rozmachem, ale GW samo jej nie wyłoży a IP jest zbyt niszowe by hollywoody zaryzykowały 100 zielonych baniek na taką produkcję.
Labels: filmy, wspominki, wyzwanie 30 dniowe
sobota, 3 września 2016
W ramach wstępu link o co w tym chodzi...
Pytanie na dziś: "Twoje ulubione uniwersum?"
Pytanie z tych podchwytliwych, niby w domyśle wisi "że do ludków" ale cholera wie. Mógłbym napisać o uniwersum bajek Andersena, opowieści Grimmów czy fantastycznych i podróżniczych powieściach Juliusza Verne. Na tym się wychowałem z tego odrosłem i to siedziało we mnie nastrajając łepetynę na odbiór rzeczywistości w trochę inny niż u kumpli sposób.
Rok 1979 kino Relax film w panoramie, stereo i kolorze, StarWars czy jakoś tak... Zaliczyłem podczas seansu ze trzy zawały, czegoś takiego nikt nigdy wcześniej nie widział, byłem królem podwórka bo film był od 12 lat a my mieliśmy 7-8, a ja już widziałem! Byłem X-wingiem i Hanem Solo zanim reszta wylazła z piaskownicy, gdzie tradycyjnie bawiła się w Klossa, Gestapo, Czterech Pancernych i kapslowy Wyścig Pokoju. Moje panowanie, niestety, skończyło się po wakacjach gdy film trafił do naszego osiedlowego kina. W każdym razie przez lata, długie lata nie było niczego lepszego w polu widzenia. Imperium Kontratakuje i Powrót Jedi ukazujące się co parę lat podkręcały tylko atmosferę. W zasadzie to mógłbym tu zakończyć gdyby nie to że pojawił się Tolkien i jego Śródziemie. Nie jestem wstanie powiedzieć gdzie i skąd się dowiedziałem, na pewno gdzieś na początku był opis komputerowego Hobbita w Bajtku i wzmianka w jakimś telewizyjnym programie o fantastyce. Książkę z pracowniczej biblioteki dostarczyła mi szanowna Rodzicielka. Zacząłem czytać po jej powrocie z pracy, nie wiem może to była 15 może 16sta, w każdym razie piątek bo jechaliśmy na działkę. Skończyłem nad ranem, a potem zacząłem jeszcze raz i skończyłem wieczorem. Padłem, wstałem i przeczytałem po raz trzeci, już we fragmentach, na wyrywki i po kawałku. Chciałem być Hobbitem albo Krasnoludem na pewno nigdy Gandalfem, on miał za dużo do roboty! Vader czy nawet Ben Kenobi przy Gandalfie to były już jakieś neptki! Przez następne lata chłonąłem fantasy i SF ile się dało, skąd się dało, a było tego "tyle co na lekarstwo" znaczy niewiele... Na Władcę Pierścieni były zapisy w bibliotece na pół roku do przodu, do tego książki były mocno pokiereszowane, brakowało obszernych fragmentów. Długo później okazało sie, że to sprawka mojego dobrego kumpla. Drań zapisał się do chyba wszystkich bibliotek w mieście, wypożyczał Władcę i wycinał z niego zeszyty! Cwaniak zebrał w ten sposób z pół tomu i wszystkie mapy z dodatkami. Dzięki niemu nie wiedziałem jak, jeszcze nie Drużyna, dotarła do Rivendell. Po latach gdy w końcu, pojawiło się nowe wydanie tzw kieszonkowe mogłem na spokojnie odjechać do świata Elfów. Wszystko co wiedziałem o fantasy przekuliśmy z kumplami w generyczny setting do RPG`a opartego luźno na strzępkach tego co Ciesielski przekazywał w Magazynie Razem. Nie miał nazwy, nie miał nawet mapy, wiedzieliśmy że gdzieś tam w Dziczy jest Samotna Góra a pod nią Smok. Przygody były jakimś szalonym miksem, jak to się dziś modnie nazywa sandboxa i Wielkiej Improwizacji prowadzącego. Dobry czas, dobrana ekipa, fenomenalna zabawa. Z czasem na granicy postrzegania zaczęły się pojawiać wieści o Warhammerze, że mroczny, że Orkowie jak u Tolkiena, że Rycerze Chaosu. Mało było wiadomo, ale pobudzało wyobraźnie i ochotę by odkryć te nowe terytoria. Rok 1990 Nowa Fantatyka nr 95, przynosi "Geheimnisnacht" i świat się zmienia, Warhammer trafia pod strzechy. Z czasem się okazuje, że Stary Świat to tylko kawałek czegoś większego, że jest Osnowa, że panteon Mrocznych Bogów mataczy i miesza ludziom w losach, że jest M41 z zawieszonym pomiędzy życiem a śmiercią zamkniętym w Tronie truchle nie umarłego Imperatora, że Space Marines go bronią przed xenos, że Eldarowie, że Slaanowie, że Squaty... gdzieś tam jest moje miejsce.
Labels: wspominki, wyzwanie 30 dniowe
piątek, 2 września 2016
W ramach wstępu link o co w tym chodzi...
Pytanie na dziś: "Ulubiona gra bitewna?"
Przez chwilę myślałem że będzie łatwo, bo pomyliłem pytania i przez cały dzień myślałem ale nad trzecim. Trudno, trzeba improwizować.
Teraz w głowie przewalam wszystkie gry figurkowe, w które grałem i szukam tej najfajniejszej. I ciężko jest, bo skoro w coś grałem to musiało być fajne. Jakie kryterium przyjąć? Czym się kierować? Pierwszy był Warhammer Fantasy Battle 4ed, (o trzecią się otarliśmy, udało się skombinować podręcznik główny i książkę z listami armii podejmowaliśmy próby ale coś nie odpaliło) ładnych parę lat graliśmy w "Księgarni u Izy" mocno i intensywnie. Płynnie to przeszło to w Wh40k 2ed, na pierwszą spóźniliśmy się trochę ale moc ludków z pierwowzoru jeszcze krążyła w blisterach np. Squaty! Necromunda podgrzała atmosferę, w przerwach od Warhammerów naparzaliśmy się gangami. Szczątkowo Epic, niby mam Squaty ale jakoś nigdy na poważnie nie graliśmy. Trochę BloodBowla. Powiększa się rodzina, mijają mnie Mordheim i Battle Fleet Ghotic. Potem nadchodzi okres załamania, bo 3ed Wh40k była do bani, bo "co to za pokraki te Dark Eldary i jakieś nie wiadomo skąd Tau, zamiast od lat wyczekiwanych Squatów". Foch na lata!
Długo nic sensownego, trochę karcianek L5R, AvP. W końcu nadchodzi Confrontation, o to było dobre choć Francuzi piszą zasady od tyłu, ale ludki i Cry Havoki, wszystko wynagradzały. Piraci Spain Main, plastykowe stateczki dały dużo frajdy! AT-43 gumoludy w natarciu, Damocles był bardzo dobrym zakupem, świetnie się grało z dorastającymi młodymi i różnymi znajomymi. Może warto do tego wrócić!? Potem ostra wkrętka w MechWarriora (rewelka, Wh40k przy tym to była jakaś popierdółka. Kupowałem na wiadra, odjazd totalny, jedyna figurkowa gra w którą grałem na turniejach, całe dwa razy ale jednak!) i płynne przejście w Hero/HorrorClixa, cudne crossovery Predatora i Hellboya! Po drodze odżywa Wh40k w strawniejszej edycji i trochę Fantasy Battle`a w 6 (już archaicznej) i ze dwa razy w siódmą. WotR to było świetne, ale jakoś się rozmyło, tzn przechył nastąpił w stronę Wh40k co skończyło się trzema czy czterema Apocalipsami, ostatnia na globalne 41000 pkt, jak myślę o tym to myślę, że to było szalone... ale i baaardzo fajne. Bolt Action, bolt, action... bolt, bolt chyba ważna gierca bo dorobiła się osobnego bloga. Umbra Turris, to jest świetne! Rewelacyjnie erpegowe tworzenie drużyny, ogromnie niesamowicie fabularny potencjał, ale co z tego kiedy społeczność łupie w UT tylko turniejowo i nie kumie, że można a nawet NALEŻY akurat w to grać inaczej. bolt, po drodze różne drobiazgi, OnePageRules, FUBARy, WarStaffy itp wynalazki, fajne nawet bardzo. I bolt NIE WIEM, która jest ulubiona, nie jestem wstanie się zdecydować, skończę banałem każda z nich jest fajna jak się gra z fajnymi ziomami. Pytanie ile jeszcze nowych gier przede mną!
Koniec na dziś!
p.s. wcale nie koniec, skleroza! Gdzieś w okolicach Necromundy pojawia się na horyzoncie WarZone w wydaniu MAGa. Grałem Wilkami, mam gdzieś jeszcze zakitrane parę pomalowanych ludków.
Wspomnieć muszę też Flintloque, dorobiłem się małej bandy Krasnoludów w odsłonie pruskiej Landwehry, któryś z ziomów śmigał na świni. Zacna gierca! Zasady brzydkie jak nieszczęście, ludki raczej średnie ale pomysł i grywalność chore. Nigdy wcześniej (i chyba później) nie spotkałem się w grze z "wolną akcją". Raz na grę gracz deklarował co chce zrobić, coś absurdalnego i dzikiego, przeciwnik zliczał % za trudność i dziwaczność, po czym robiło się test 1k100. Jakimś skrajnie dzikim fartem udało mi się przeprowadzić desant na wieżę czyli, wrzucić dwoma gośćmi trzeciego na drugie piętro, przez całkiem malutkie okienko. Dooobre to było!!
Labels: wspominki, wyzwanie 30 dniowe
czwartek, 1 września 2016
W ramach wstępu link o co w tym chodzi...
Pytanie na dziś: "Jak zacząłeś grać w gry bitewne lub jak zacząłeś malować modele?"
Dziś jest łatwo, bo pytanie pokrywa się z pierwszą edycją Figurkowego Karnawału Blogowego. Będę trochę okrutny i wrzucę linka do tamtego posta, ale też pokażę wam mojego najPIERWSiejszeGO metalowego pomalowanego ludzika. Rocznik 1992 chorąży szkieletorów. Farby Humbrola a czerwona to nitro lokalnej firmy z Kłodzka. Uwagę zwraca niesamowite wykończenie modelu, do tego celu użyłem kociego wąsa. Całość ludka pokryta kilkunastoma warstwami cudownie błyszczącej farby, pewnie po to by dobrze ukryć wszelkie detale. POlecam uwadze fenomenalnie wymodelowaną podstawkę.
Dobra, dość tego na dziś...










































