środa, 21 grudnia 2022
Inkub zaczął, Inkub kończy a ja biorę w tym udział. Temat setnej odsłony to swoiste podsumowanie i nieśmiałe spojrzenie w przyszłość. Planować każdy może a co z tego wychodzi to już życie weryfikuje. Przez te ośm lat wydarzyło się więcej i mniej niż bym chciał, na polu ludkowego hobby to okres dość udany choć nadal brakuje wielkich imprez pokroju Wojennych Młotów. Padł Hussar ale godnie zastępuje go Kontrast, ładnie rozwinął się Gladius, pojawiło się parę nowych sklepów, mamy kilka nowych fajnych polskich gier, w sumie działo się sporo...
Wiek już słuszny, skroń siwa, powoli zaczynam rozglądać się za dębowymi jesionkami, ale nim padnę (czy też oślepnę przy malowaniu) chciałbym zamknąć kilka projektów, niektóre rozdłubane leżą od prawie 30 lat, więc chyba czas najwyższy się znimi uporać...
- Argatoria - temat bez końca, (kochanych ludziczków setki wyłażą mi z każdej szuflady) więc cisnę z doskoku Arox, myśląc czy by częściowo nie skanibalizować Sorgaxów. Vaendrale w kolejce, Gaeldor ciągle jeszcze jest na etapie blisterów, a Sheol wyłazi już na horyzont. Czy dociągnę wszystkie te armie do poziomu Dirandisu?! Oby...
- Bolt Action - tona Japończyków na różnym etapie wykończenia czeka i czeka i czeka, przypomina się przeprawa z wczesnym SNLF który błąkał mi się po biurku przez półtora roku.
- Blood Bowl - odkopałem Krasnoludzkich Gigantów, liczę, że niebawem wybiegną na murawę.
- Warhammer 40000 2ed - sam nie wierzę w to co piszę, ale mam poważny plan by wrócić do grania na zasadach 2ed. Niech to będą nieduże ale wypieszczone armie. Wygrzebałem i przesortowałem Tyranidów, większa część jest już w podkładzie, przy pomocy cudów techniki którymi są SpeedPainty ogarnę ich błyskawicznie! (chyba żeby nie i we wpisie za lat 5 nadal będą w tym podkładzie)
- Władca Pierścieni - ludków mam mrowie, ze dwa tygodnie temu zarwałem noc by przechalapać blisko czterdziestu Goblinów. Do tego na dniach ukazują się nowe zasady, zebrane i poukładane. Nic tylko grać. Pierwszą bitwę mamy za sobą, grać będziemy fabularnie, na dziwne pokręcone scenariusze. Taki jest plan!
- Togo - tu jestem spokojny, plan zakłada flotę francuską, wydawca zapowiada ją po Niemcach, którzy mają być po Brytyjczykach. Spokojnie dwa lata czekania.
- Hero Quest - cud stał się niezwykły doczekaliśmy się POLSKIEGO wydania HQ. Mój wśrodkowy dziesięciolatek kwiczy, że BARDZO to chce!
Labels: Argatoria, Blood Bowl, Bolt Action, figurkowy karnawał blogowy, FKB, Hero Quest, LotR, plany, Togo, Warhammer 40000
środa, 30 listopada 2022
Temat trochę przewrotny bo każdy z tu zebranych żyje swoim ludzikowaniem i bez niego nie byłby sobą. Nie inaczej jest ze mną. Figurki a w zasadzie żołnierzyki, najpierw kioskowe peerelowskie paskudy, później Airfixy (kupowane za ciułane miesiącami kieszonkowe) i polskie podróby zdefiniowały mnie jako hobbystę. Po krótkim epizodzie filatelistyczno-numizmatycznym żołnierzyki były tym co kręciło małego Gonza najbardziej.
Uwaga załączam horror, fotki z sieci a głównie z facebookowej grupy miłośników Żołnierzyki - Figurki - Dioramy
Zawartość pudełka, były dostępne dwa takie zestawy, Kosynierzy i Księstwo Warszawskie. Niestety miałem oba...
Typowy pokrak z kiosku
Kartonowy zamek, miałem to parę razy, dość nietrwałe... Świat Młodych czasem wrzucał jakieś zajawki, to numer z 1976, tego w rękach nie miałem, ale parę lat później były fotki z jakieś mega wystawy i bitwy. Robiło wrażenie. Balisty i Katapulty, każdy chyba takie miał, do kupienia od 1976r bez większych problemów w papiernikach. Miałem je kilka razy.
Te wszystkie potworki to były zwykłe zabawki, oczywiście rozgrywało się nimi jakieś srogie bitwy, ale raczej bez zasad innych niż rzucanie gumką do ścierania, przewrócony na ryj był zabity, na plecy ranny. To było fajne ale chciałem czegoś lepszego, podskórnie czułem że MUSI być coś lepszego! Los zdecydował za mnie...
Rok 1979, któregoś razu poszedłem z mamą do jej koleżanki by kręcić loki, tzn one sobie kudły zawijały w papiloty i cięły odrosty (w czasach PRLu można było zaoszczędzić na fryzjerce) a ja miałem poznać nowego kolegę. Typa nie było, ale miał swój pokój a w nim skarby, pomijam własny TV, miał żołnierzyki malutkie i jakże pięknie odlane! Był bo legion rzymski pomalowany akwarelami czy innymi plakatówkami, gały wylazły mi na wierzch i tak już zostało, później wylazły mi jeszcze bardziej gdy się dowiedziałem, że to się DA KUPIĆ na tzw "perskim" czyli gdzieś na legendarnym Wolumenie. Tak długo wierciłem mamie dziurę w brzuchu, że w końcu pojechaliśmy szukać żołnierzyków.
Poniżej wzmiankowani Rzymianie kolegi oraz moje pierwsze prawdziwe Unioniści, później byli Indianie i Brytole na ACW (tych ostatnich miałem z czasem najwięcej), Celtowie i jakieś stosy o których nie pamiętam. Z rozrzewnieniem wspominam polskie klony tych Japończyków, nigdy nie miałem ich oryginałów, nasza wersja była z miękkiej gumy i ludki nigdy nie chciały same stać, musiałem dokonywać pierwszych konwersji, przycinać podstawki i montować do kartoników przy pomocy gumy arabskiej albo plasteliny, naprawdę masakra...
I tak by się to zbieractwo kręciło gdyby nie któraś Sobótka. Teleranek tudzież inny Drops, gdzie pokazano pionko-figurki do jakiejś gry fantasy. Czy była tam mowa o RPG`ach chyba nie, gra miała spore kafelki i budowało się z nich labirynt, po którym się tymi ludkami łaziło (cholera może to i był Labirynt Śmierci), na pewno był to po 1981r bo poleciał też fragment Dragonslayera.
Gdy za parę lat, za sprawą Ciesielskiego i jego artykułów w Magazynie Razem wchodzę w RPGi i od początku jestem frakcją cisnącą by grać z użyciem ludków tu wracamy do pierwszych wpisów z FKB Ale się zebrało na wspominki...
Wypadałoby podsumować jakoś temat ale chyba nie potrafię, bez ludków byłbym innym typem, nawet nie wiem czy człowiekiem... the end :P
Tradycyjnie zacznę od narzekania, frekwencja lipna, ale może temat za trudny, może pora roku zbyt depresyjna, może plamy na Słońcu, a może to 100% naszych blogujących blogerów biorących udział w Festiwalu? FKB odsłona 99 ukazuje z całą mocą i potrwierdza, że obecna formuła się wzięła i wyczerpała. W przyszłym miesiącu, setne FKB ma pociągnąć Inkub z Wojny w Miniaturze, mam nadzieję, że jakoś nas pobudzi do działania...
Linki do wpisów, edytowany, te linki to tak na odp@#$%^ol zrobiłem, poprawię kiedyś:
http://thedarkoak.blogspot.com/2022/11/figurkowy-karnawa-blogowy-ed-xcix-jesli.html
http://koyoth.blogspot.com/2022/11/figurkowy-karnawa-blogowy-ed-xcix-jesli.html
https://kryptakrolow.blogspot.com/2022/11/massive-darkness-2-hellscape-four.html
http://gangsofmordheim.blogspot.com/2022/11/the-exiled-dead-deintalos-exile.html
https://quidamcorvus.blogspot.com/2022/11/figurkowy-karnawa-blogowy-edycja-99-co.html
https://elminsnerdcave.wordpress.com/2022/11/25/fkb-odslona-99-czyli-jesli-nie-ludziki-to-co/
https://blog.bostonsteelworkspolska.com/2022/11/fkb-odsona-xcix-czyli-jesli-nie-ludziki.html
i dwa wpisy, nie w temacie FKB, ale warto je zaznaczyć bo prace rewelacyjne! https://borgninespainting.blogspot.com/2022/11/blood-bowl-nurgle-staff-mr-rotlaug.html
https://borgninespainting.blogspot.com/2022/11/blood-bowl-markers-infected-pallid-ale.html
Labels: figurkowy karnawał blogowy, FKB, wspominki
środa, 2 listopada 2022
Figurkowy Karnawał Blogowy to projekt zrzeszający polskich blogerów zajmujących się figurkowym hobby.
Inicjatywa rozpoczęta przez Inkuba, link do jego bloga:Mini Wojna.
Poprzednie edycje FKB zestawia Quidam Corvus w tym miejscu.
Oficjalne logo do pobrania stąd: w pełnej wielkości PNG
Dziś bardziej przewrotnie niż zwykle.
Co by było gdybyście nigdy nie trafili na ludzikowe hobby?!
Labels: figurkowy karnawał blogowy
czwartek, 31 sierpnia 2017
Miesiąc minął, XXXVI FKB czas podsumować, ale nim to nastąpi dwa słowa ode mnie, by ktoś nie myślał że się wykręcam.
Gdy zakładałem ten temat, pomysł wydawał mi się przedni, teraz gdy mam coś napisać, nic fajnego mi do głowy nie przychodzi. Ostatnio jakoś spektakularnie się nie pociąłem, choć nadal każde zakładanie nowego skalpela na obsadkę traktuję jak ruską ruletkę, by dojść do czegoś drastycznego muszę się cofnąć parę lat...
Dawno, dawno temu gdy figurki były jeszcze z metalu, a konwersja w najlepszym przypadku polegała na wymianie główki lub podgięciu rączki, kumpel wpadł na ekstraordynaryjny pomysł by pieszego ziomka osadzić na siodle. Dziabanie piłką włosową było wykonalne ale czasochłonne, a tak się złożyło że przypadkiem zupełnie, miałem silnik od odkurzacza i dentystyczną mikro piłę tarczową. Z nieukrywaną przyjemnością podjąłem się zadania rżnięcia elfa całkiem w pół, mniej więcej w poprzek by dopasować go do nóżek zajumanych od innego. Silnik, by nie było, został wyposażony w profesjonalny chwytak szczękowy, w który można było wetknąć i zacisnąć różne fajne rzeczy, wiertła, drobne frezy i rzeczoną piłę dentystyczną. Fajna zabawka wzbogacająca mój modelarski warsztat o kolejne narzędzie mordu. Operacja poszła by nawet gładko gdybym tylko dokręcił śrubę mocującą. Taki silnik swoje obroty ma, elf stawiał trochę opór, śrubka puściła a piła z wizgiem wyrwawszy się na wolność trafiła w biurko, rykoszetowała od czegoś by ostatecznie utknąć w moim czole. Krew mnie zalała ale elfa przerżnąłem!
Jakiś czas później, kupiłem okazyjnie za grosze trochę ludków, od sadysty amatora, który lubi je topić w różnych farbach nazywając to malowaniem, a że nie stać go było na Citadelki to z uporem używał Humbroli, bejc, olejów i wszelkiego innego zła które koloruje.
Kolejno próbowałem każdego zmywacza i rozpuszczalnika, który wpadł mi w ręce, wszelkie nitro, aceton, benzyny, spirytusy, każdy trochę ściągał ale ciągle odkopywałem kolejne warstwy aż ktoś niezwykle życiem modelarskim doświadczony zasugerował sodę, kaustyczną, rzecz jasna! Kupiłem w chemicznym na rogu jakiś uber-wynalazek z Niemiec, były na nim czachy, płomienie i wszystkie inne symbole z biohazardem na czele, rozetki radioaktywności się nie doszukałem ale pewnie też była tylko małymi litrami na dole, aż tak się nie przyglądałem. Facet w sklepie powiedział, że skuteczne jest bo wytępił tym szczury na działce. Fajna sprawa, wrzuciłem ludki do słoika, zasypałem wynalazkiem, zalałem wodą i poszedłem w cholerę do roboty. Po powrocie odkryłem w łazience syf okrutny, śmierdziało wszystkim co żrące, kwaśne i piekące, zlazł lakier z osłony pralki a sufit dostał słomkowego nalotu. Słoika nie zakręcałem celowo, bo bałem się że reakcja wyzwoli jakieś gazy, które go rozpierniczą w kawałki, w sumie to nie wiem co lepsze, sufit i tak miałem malować, hmm podłogi by chyba nie przeżarło, to nie była krew ksenomorfów.
Zajzajer okazał się całkiem skuteczny ale nadal nie do końca. Część farb zamieniło się w jakąś błotną zupę, resztkowe plastiki, które przetrwały wcześniejsze kąpiele stopiły się i ostatecznie spłynęły na dno. Odrobina jakichś podkładów została na ludkach. Założyłem rękawiczki wygrzebałem starą szczotkę do zębów i jąłem szorować w umywalce, poważnie się bałem się że zniszczę wannę. Skończyłem dość szybko, bo rękawiczki które miałem momentalnie się rozpuściły i całkiem żwawo zlazły razem z naskórkiem, słoik zleciał mi na kolana chlapiąc spodnie, które po praniu powędrowały na "stos rzeczy nadających się już tylko na działkę". Ludki nadal były brudne! Zapakowałem je w nowy słoik i polazłem robić syf do kumpla, no bo co dwie głowy, a coś mi świtało, że miał kwas azotowy...
Faktycznie miał z litr kwasu, ale też Toluen, którego używał do rozpuszczania distalu i zmywania lakieru z jakichś motocyklowych blach.
Zalaliśmy ludki Toluenem a jednego testowo kwasem i poszliśmy przewietrzyć się do ogródka, potem poszliśmy do sklepu po napoje, a potem jeszcze posiedzieliśmy na ławce, a potem poszliśmy po żarcie dla kota... wracaliśmy szybciorem, węsząc z daleka awanturę. Kota znaleźliśmy w kącie, lekko się zataczał i zarzygał całe mieszkanie, wprawdzie przeżył ale nigdy już nie chodził prosto a jedno oko nigdy do końca mu się nie domykało. Ludki za to domyły się idealnie, ten po kwasie wyglądał lepiej niż nowy, był tylko, trochę jakby chudszy.
Z kotami wiąże się też inna historia, gdy zostawiałem sklejone ludki na wierzchu, moje potwory Alien i Predator odgryzały im główki, jednego pomalowanego już Japończyka nigdy nie znalazłem, cholerne koty z Ultharu...
Na razie tyle czas na podsumowanie...
Figurkowy Karnawał Blogowy to projekt polskich blogerów figurkowych. Pomysłodawcą jest Inkub z Wojny w Miniaturze Poprzednie edycje FKB można sprawdzić na DansE MacabrE
Frekwencja jak na wakacje całkiem spoko. Po cichu liczyłem na jakieś flaki, szwy i mordy rytualne, aż tak dobrze nie było, ale i tak jest co poczytać. Mam nadzieję że nikogo nie przeoczyłem, oto zestawienie XXXVI FKB:
- WeRTNajkrwawszy wpis, uwaga drastyczne!
- Koyoth z Shadow Grey wnikliwie i z obrazkami!
- Hakostwo, dziś jednostronnie czyli Skavenblight przedstawia kobiece spojrzenie na temat
- Kapitan Hak czyli brzydsza połowa duetu, którą przegapiłem.
- Pepe z Fantasy w Miniaturze, wspomina swoje starcie z Żoną
- Quidam Corvus przestrzega i informuje
- Miniature WarriorsObiecuje dużo krwi w przyszłości.
- Dominig nie ukrywa swoich ran
- Luca strzela małego focha
- Potsiat i jego Gang z Mordheimupoharatał kolegę
- Gervaz na Bitewniakowych Pograniczach Podchodzi do problemu całkiem na poważnie
- Maniexiteprzykleja się na koniec
- Gonzo czyli mój wpis z jednoczesnym podsumowaniem, trochę incepcja
XXXVII edycję poprowadzi Maniexite
Labels: figurkowy karnawał blogowy
wtorek, 1 sierpnia 2017
Podsumowanie XXXV edycji Figurkowego Karnawału Blogowego, znajdziemy na blogu Inkuba czyli Wojnie w Miniaturze. Wszystkie odsłony w jednym miejscu trzyma Quidamcorvus.
Temat XXXVI edycji to: "Rany i obrażenia, których dostarczyło wam figurkowe hobby"
Labels: figurkowy karnawał blogowy
poniedziałek, 31 lipca 2017
Czymże jest owa zacna inicjatywa, niech objawi własnymi słowami Inkub
Wracając do tematu, rozumiem go dość przewrotnie, być może dlatego że mam czerwone oczy po nieprzespanej nocy. Najpierw przez dziewięć godzin malowałem najemników do Rogue Stars, zacna gra ale o niej samej napiszę przy innej okazji. Potem zarwałem noc, no prawie bo skończyliśmy około czwartej nad ranem, robiłem za Arbitra w dość długim scenariuszu gdzie dzielni Kosmiczni Kupcy próbowali odbić swojego zioma z więzienia.
Fotka z więzienia i oczy do FKB
Labels: figurkowy karnawał blogowy, FKB, Rogue Stars
poniedziałek, 22 sierpnia 2016
Na razie zajawka, tzn pretendenci gotowi na starcie do malowania. Wybiorę losowo lub palcem, nie uwzględniając żadnych pobocznych sugestii. W blokach startowych mamy, WeirdBoya z ekipą czyli stare dobre GW, mini Conana-Barbariana oko w oko z wilkiem przy obelisku, Copplestone Casting i Spellcrow (śmietek-strzępek ale szkoda mi go było wywalić, bo właśnie do czegoś takiego mógł się przydać) oraz Godzilla choć chyba tak się nie nazywa, która uciekła z Pulp City. c.d.n...
czwartek, 28 lipca 2016
Figurkowy Karnawał Blogowy to projekt zrzeszający polskich blogerów zajmujących się figurkowych hobby.
Inicjatywa rozpoczęta przez Inkuba, link do jego bloga:Mini Wojna.
Poprzednie edycje FKB zestawia Quidam Corvus w tym miejscu.
Oficjalne logo do pobrania stąd: 500px szerokości GIF, 500px szerokości PNG, w pełnej wielkości PNG
Temat tej odsłony jest "Symboll" a zaproponował go Luca Lagao na swoim blogu Gorzej się nie da...
Od pewnego czasu w FKB pojawiają się tematy otwarte dające wiele możliwości interpretacji i dobrze bo łatwiej do nich podejść. Po Świętym Graalu mamy Symbol. Cóż może być bardziej ikonicznego od trolla!
Ludek pochodzi z oferty Spellcrow i występuje pod mianem Górskiego Trolla Rzeźba jest rewelacyjna, lekko komiksowa, trąci dobry oldskoolem. Mam trochę różnych trolli w kolekcji, ale ten jest jednym z najfajnieszych, teraz już w kolorach będzie wspierał moje bandy do Umbra Turris a może nawet da się nająć gobliniarzom do Warhammera Fantasy Battle`a!
Męczyłem tego ludka strasznie, wyżywając się na nim aerografem, przemalowując w lewo i prawo na różne odcienie, Był szary, brązowy, oliwkowy, ostatecznie jest zielony, rozjaśniony żółtym i cieniowany fioletowym w miejscach intymnych. Po uchwyceniu bazy złapałem za pędzel i żółtym washem kładłem w miejscach wypukłych twarzy rozjaśnienia, chwilę to trwało ale dawało w miarę szybko ciekawy efekt. Cienie pogłębiałem miksem fioletowego i brązowego washa. Usta, czego może nie być widać, mają przejście od głębokiego fioletu do czekoladowego brązu. Sznurki, pazury, małe kości są zrobione na trzy kolory. Bleached bone, wash Oil Nuln albo Sepia, rozjaśnione podstawowym kolorem zmieszanym z odrobinką białego. Ostatnio bardzo rozrzedzam washe alkoholem, tak że praktycznie stają się przezroczyste. Wolę położyć coś takiego trzy czy cztery nawet pięć razy niż zalać za mocno kolorem z butelki.
Kombinowałem trochę z toporem. Drzewce bardzo ciekawe w formie, potraktowałem po macoszemu, brąz, ciemny wash, dwa rozjaśnienia. Chciałem się skupić na kamieniu. Kiedyś zrobiłem sobie zestaw podstawek, były to odlane jakieś łupki, miały rewelacyjną fakturę którą wystarczyło lekko zwashować i przetrzeć gąbką by uzyskać realistyczny wygląd. Starałem się coś takiego uzyskać na toporze, ale coś nie szło. W końcu przemalowałem wszystko na szaro, dodałem kilkanaście rozwodnionych plam, żółtych, niebieskich, brązowych i przetarłem gąbką. Potem sobie przypomniałem, że tamte podstawki sprzed lat malowałem farbami olejnymi.
Duża kość, to Bleached Bone i rzadkie washe. Chciałem na niej zrobić jakieś fajne spękania. Do tego celu postanowiłem użyć zestawu do decoupage`u. Działałem wg instrukcji i nic mi nie popękało, do tego jeszcze kość dostała błyszczącego nalotu. Trochę się zawiodłem, ale jeszcze to poćwiczę...
Chciałem te figurkę ogarnąć szybko i chyba w sumie się udało. Nie licząc testowego kolorowania, całość prac zajęła mi cztery godzinne sesje.
Jestem Ikoniczny Troll...
i pokaże się wam trochę z boku...
...trochę też z drugiego...
... no i trochę z tyłu, paczajta jakie mam silne plecy...
jaki to jestem ja piękny troll kulturysta!
czwartek, 31 grudnia 2015
Czas na mój wpis w XVI-tej odsłonie Figurkowego Karnawału Blogowego, tematem zaproponowanym przez Kendera na jego blogu Paint-Forge, jest Woda.
Przyznam, że miałem plan i chęci by zrobić coś na wypasie, a nic nie wyszło bo czas zjadło mi wszystko dookoła. Obiecuję że wrócę do tego projektu...
Na szybko byłem wstanie zrobić tylko coś bardzo prostego więc wykończyłem ujęcie wody. To mój produkt z oferty, którą mam na ebayu. W modelu są plexiglasowe strugi wody i jej powierzchnia w kształcie basenowej niecki. Wystarczy to skleić i jakoś to tam już wygląda. Lejąca się z kranów woda jest pofalowana, tego się nie czepiam ale płaskość lustra okrutnie mnie irytuje, jako że była okazja to dodałem fale. Użyłem Water Effektu Vallejo, jest to masa przypominająca krem, nakłada się ją szpatułką lub czymkolwiek, ja używam dentystycznych narzędzi. Gęstość masy pozwala na dowolne modelowanie fal. Nakładane warstwami, na już zaschnięte wcześniejsze, pozwala dodać trochę głębi i daje się barwić akrylem. W fontannie miałem już 2mm plexi więc tym razem wystarczyło dołożyć jedynie trochę ciapek, grubszych kleksów i zamieszać. Całość prac, bez malowania konstrukcji bo to miałem już zrobione wcześniej, zajęło mi z 5 minut. Pierwotnie chciałem zrobić fale w okręgach, interferujące ze sobą, ale wymiękłem przy drugim kręgu i ostatecznie darowałem, choć taki efekt jest przy odrobinie samozaparcia i czasu, jak najbardziej wykonalny. I fotki na koniec:
niedziela, 29 listopada 2015
W odpowiedzi na XV edycję Figurkowego Karnawału Blogowego którego tematem jest Podstawka, wziąłem i skończyłem Bagienne Drzewo. Głównym przeznaczeniem tej dioramki będzie przeszkadzajka na stół robiony pod Umbra Turris. Metody użyte przy bazie są w zasadzie typowymi, które stosuję przy podstawkach, tyle że tu było więcej miejsca na różne szaleństwa.
 Drzewko na bagnie, zacząłem dłubać już dość dawno temu, mniej więcej w tym samym czasie co cmentarne. Zbierałem pomysły i materiały, wygrzebałem trochę starych i dokupiłem trochę nowych posypek, chemii i dodatków, które w większości użyłem przy tym projekcie.
  Podobnie jak i pierwsze drzewko i to jest martwym bonsaiem osadzonym na płycie CD, do umocowania użyłem kleju polimerowego, obleśnie dużo przez co wysychał z tydzień. Został po nim gruby glut, który przelałem bejcą i miksem washy, zrobiło się brudno i czerwonawo. Miejscami dodałem kilka warstwami Water Effecta Vallejo, po wyschnięciu dał efekt przelewającej się wody. Na rzadki wikol, wychlapany gdzie popadło, wysypałem hebaciano-kawowy miks posypkowy, miał udawać miękką ziemię. Obiecałem kiedyś, że opiszę jak go przygotowuję, co niniejszym czynię:
- Zaparz herbatę, wypij ją a przy ostatnim łyku pochwyć językiem torebkę i przytrzymaj ją w jamie ustnej. Teraz wyssij ją do cna! Ciumkanie może odrobinę niepokoić współlokatorów ale się nie przejmuj, ssij dalej, aż torebka będzie prawie sucha.
- Znajdź miejsce ciepłe i suche oraz odległe a znajdujące się poza zasięgiem, kotów, gospoś, żon, matek, sprzątaczek i dzieci, gdzie wypatroszyć będziesz mógł szczura z ust wyplutego. Jego zawartość rozsyp płasko na kartce papieru i niech schnie w spokoju.
- Z ekspresu do kawy wyciągnij nabój, po kawie już zaparzonej, o taki mniej więcej, ja używam kapsułek Chibo po żoninych porannych kawusiach. Sam kawy nie pijam...
- Tu jest trochę więcej dłubania, nabój trzeba obedrzeć ze skórki, zdjąć plastykową osłonkę, mokrą zawartość wytrzepać do jakiegoś pojemnika, odsączyć ile się da i dosypać do resztek herbacianych. Teraz niech sobie razem schną. Co jakiś czas zawartością kartki potrząsaj by odsłonić wilgotne granulki.
- Gdy suche już wszystko będzie, przesyp do słoika i używaj jako ziemistej posypki.

W paru miejscach nawierciłem otwory w których osadziłem cięte laserem papierowe roślinki. Chwilę trwało zanim wykombinowałem jak je rolować. Użyłem w tym celu najmniejszej pincety którą mam. Na końcu gałązki dałem kropelkę supergluta. Listki powyginałem byle jak, są bardzo wąskie, poniżej 1mm, ich podginanie było strasznie irytujące. W pniu osadzałem je na wikol. Na koniec przemalowałem je błyszczącym lakierem Agamy. Lakier miejscami rozpuścił farbę na papierze, przez co raster fajnie się zlał.

Drzewo na bagnach musi być porośnięte mchem. W sumie jego zrobienie było prostsze niż pierwotnie myślałem. Po testach z gipsem, mikro-balonem i napełniaczem do żywic wyszło na to, że ten ostatni wysypany w dwóch warstwach na rzadki wikol wygląda najlepiej. Tak jak chciałem dał mięsistą strukturę i delikatne pory a przy tym dobrze się malował. Kolor na mchu to Dark Angel Green i Jade Green ze starej palety Citadelek. Mech pojawił się na pniu tylko w paru miejscach, nie chciałem przesadzić z jego ilością.

Bluszcz był najłatwiejszy. Przykleiłem podłużnie wyrwane fragmenty na klej polimerowy. Bluszcz pochodzi z oferty Army Paintera, do kupienia choćby w Warchimerze. Wrzuciłem go układając w logiczny ciąg, od ziemi do szczytu drzewa, owijając wokół pnia i gałęzi.

Na torfowiskach i bagniskach rosną różnego rodzaju krzewinki. Roślinki to Underbrush z Woodland Scenic, swoje opakowanie kupiłem w Jadarze. Tanie nie jest, ale bardzo fajne. Dwukolorowe miękkie spore kawałki gumo-gąbki, dobrze się klei na polimer. Myślałem z czego zrobić niebieskie kwiatki, aż w końcu wpadłem na pomysł by pokruszyć pumeks. Kupiłem pierwszy lepszy za 2pln w lokalnym kiosku. Starłem go na grubym papierze ściernym, z typowej pumeksowej kostki wyszło pół słoiczka niebieskiej posypki. Przyklejałem go do krzewinek na supergluta.
Dodałem kilka wiązek trzciny czy innego tataraku, w naturze taka roślina pewnie się na bagniskach nie pojawia ale co tam, wygląda fajnie i urozmaica podstawkę. Zrobiony szybko i bez zbytniego kombinowania. Zebrane w pęczek odcięte ze szczotki włoski skropiłem na końcówce superglutem. Gdy podeschło i się usztywniło przelałem całość zieloną bejcą, końcówki wytarłem resztą supergluta i wytarzałem w jasnych drobnych trocinach. Gałązki miejscami przemalowałem jasnym zielonym i piaskowym.

Szczyt drzewa okalają drobne gałązki, postanowiłem dodać trochę jasnych zielonych listków. Gałązki metodycznie wymazywałem wikolem i obsypywałem najjaśniejszymi zielonymi trocinami jakie mam. Dało to ciekawy efekt. Od mrocznego dołu bagna do jasności góry świeżych wzrastających pędów.
Na koniec kilka fotek:
sobota, 31 października 2015
XIV Figurkowy Karnawał Blogowy - "Konwersja czyli jak z dwóch minusów tworzy się plus :)"
5 commentsFigurkowy Karnawał Blogowy to szczytna idea zapoczątkowana przez Inkuba na jego blogu Wojna w Miniaturze. Tematem XIV odsłony FKB jest konwersja czyli "Konwersja czyli jak z dwóch minusów tworzy się plus :)"
Mocno się zapuściłem w temacie FKB, ech... parę razy już miałem prawie napisany post... cóż bywa. Tematu konwersji jednak nie mogę odpuścić. Konwertuję prawie cały czas, dłubanie w ludkach stawiam wyżej niż ich malowanie. Uwielbiam robić coś z niczego by z paru śmieci i bitsów urodzić jakiegoś nowego mutanta na półkę, który prawdopodobnie nigdy nie zostanie pomalowany.
Z otchłani moich blogów wyciągnąłem kilka ciekawszych przykładów:
- Zdewastowana wieża budowana od zera z kartonowej rury, patyczków do mieszania kawy, styroduru i ciętych laserem okienek. Budowana z przeznaczeniem dla Umbra Turris
- Pierwsze drzewko, zmontowane z padłego bonsaia
- Przykład jak szybko i tanio zmontować żywopłot... ze zmywaka
- Znaczniki skarbów rozbabrane i jeden skończony
- Z mojego drugiego bloga, Bolt Action Banzai, czołg dowodzenia w kilku WIP`ach
- Blast from the past, fotki żyrokoptera do Squatów. Zbudowany przed laty od zera.
- Zajawka stompy wrzucona jako post na piątą odsłonę FKB
- Garść Japończyków do Bolt Action, konwersja snajpera
- Proste konwersje i malowanie na przykładzie kilku ghuli
- Szalone konwersje Noba stormboyzów
- Dziwaczny pojazd do orków
- Nurglowi Space Marines czyli jak ze snapfitowych najstarszych i paru bitsów zrobić coś fajnego. link 1, link 2, link 3
- Nieźle udokumentowana budowa wieży Plag Nurgle`a od szkicu do skończonego, powiedzmy, modelu link 1, link 2, link 3, link 4
- Post o tym jak z jednego pudełka orkowych ludków przy pomocy paru gratów z Kromlecha zrobić dwa pełne oddziały Lootasów i Burnasów
- Orkowy Gun Wagon ze starego Rhino i bitsów
- Wykręcona konwersja orka na pół-mechanicznej świni i link 2
- Warkopa domowej roboty, link 1, link 2, link 3, link 4
- Wzbogacania starych meków o różne graty, proste konwersje link 1 i link 2
- Pancerfura w czterech odsłonach link 1, link 2, link 3, link 4
- Konkurs modelarski u Faberów i moje konwersje link 1, link 2,
sobota, 31 stycznia 2015
  Niedokończone Opowieści, temat piątej odsłony Figurkowego Karnawału Blogowego, wymyślony został przez szanowne Hakostwo, bliski memu sercu jest, bo z zasady mało co kończę. Zaczynam z błyskiem szaleństwa w oku i pianą na pysku, albo odwrotnie, rzucając się jak dziki zwierz na pomysł, dłubie, dłubię, dłubie... i kończę i jest git, albo gdy mi siły opadają, wena i kontekst ulata rozbabrany projekt ląduje gdzieś w kącie szuflady, jeśli mały, albo na regale, jeśli duży.
Zacząłem masę rzeczy, więcej zacząłem niż skończyłem, tu Orkowy wrzut sumienia, mam podobne Krasnoludzkie, Squatowe, Goblińskie i... naście innych. Mam tak, że bawi mnie samo dłubanie a nie odstawianie pomalowanych na akord ludków na półeczkę.
  Dwa najgrubsze tematy, które zacząłem to Stompa i Plague Tower of Nurgle. O ile ten drugi doczekał się przynajmniej bazy z bejcy i drybrusha udającego pierwszą warstwę, tak Stompa straszy szarym podkładowym od lat.
  Zacząłem ją jeśli mnie pamięć nie myli gdzieś w okolicach 2001 roku. Pamiętam, że mój młodszy syn uczył się chodzić, gdy wyklejałem korpus z paper-mache w gipsowym kopycie... to naprawdę było dawno temu. Robiona wg epicowego Stompera i planów z któregoś z White Dwarfów... po trochu, z doskoku albo i nie, leniwie i powolnie z namaszczeniem. Brzuchol stał i kurzył się przez ładnych parę lat, aż nagle w 2008 roku podczas wakacji rzuciłem się na robotę, bodźcem chyba były pierwsze plotki o nadchodzącej Stompie z GW, chciałem się wyrobić przed premierą. Najstarsza fotka jaką znalazłem pochodzi właśnie z tego roku, wpis z września. Nie ma chyba usprawiedliwienia, dlaczego to tak długo trwa. Bo Stompa nie jest skończona. Wprawdzie po wakacjach w 2009 roku dumnie obwieszczałem światu zakończenie prac licząc optymistycznie, że malowanie zajmie mi jedynie kolejne ...4 lata, ALE to nie była prawda... dopiero ze dwa lata temu zacząłem kończyć jej buty, tak by w końcu sama mogła stać, bez przyklejania do podstawki. Wymieniłem też szczenę na blaszaną, ale tęsknię za tym tępym wyrazem pyska, i po poprawkach pewnie wrócę do starego wizerunku. Kiedyś tam po drodze skonwertowałem zastęp gretchinów, mają być wszędzie, wyłazić z każdej dziury, bujać się na broni i antenach, łatać i reperować co się da.
Czy kiedyś ją skończę, moooooże... w sumie nie wiem, a może to taki mój króliczek-Godot, którego mam gonić do końca dni?
Fotki w sieci: CMoN 1, CMoN 2 i galeria.
środa, 31 grudnia 2014
Dziś zaległe tematy z Karnawału, warsztat i inspiracje:
  Mój warsztat nie jest niczym ciekawym, stanowisko modelarsko-malarskie wcisnąłem w mały "komputerowy" regalik z IKEA, jest raczej ciasno i tak sobie z dostawieniem lamp. Maluję przy żarowych 150-200watowych żarówkach, przy nich też robiłem większość fotek. Miejsce robocze zawsze muszę odkopywać, bo zasadniczo jestem strasznym bałaganiarzem, ale jeśli nikt (szalone koty) niczego mi nie rusza to zawsze wiem gdzie co znaleźć. Prawdę mówiąc to, tonę w zaczętych ludkach i choć od wakacji nie tknąłem Wh40k to nadal na stole grasują hordy orków. Zdecydowanie trzeba coś z tym zrobić! Warsztat znajduje się w hobby roomie, być może dlatego nie przykładam się do jakichś pedantycznych porządków. Tu też trzymam planszówki, regał na ludki (zawsze za mały), książki z fantastyką, podręczniki do bitewniaków. Miejsca jest sporo, wystarcza na wystawienie dużego stołu na bitwy. Tereny magazynuję na strychu, tam też wygospodarowałem osobny kąt na brudne i zawodowe modelarstwo oraz odlewanie w żywicy.
Aktualnym tematem Karnawału jest Motywacja. Trzeba by zacząć od początku czyli dlaczego w ogóle ludki stały się moim hobby, ale w sumie o tym już pisałem przy okazji Pierwszej odsłony Karnawału i nie będę się powtarzał... Najważniejszą motywacją do malowania od zawsze byli dla mnie KUMPLE. "Księgarnia u Izy" w której pracowałem, stała się naszą jaskinią. Taka a nie inna lokalizacja powodowała, że wielu studiujących na Politechnice i w okolicach, w czasie okienek, przesiadywało w naszym Dziale z Grami. Faktycznie był to nieustający klub dyskusyjny, połączony z warsztatami modelarskimi i graniem. Działało to świetnie a przede wszystkim rewelacyjnie motywowało do malowania. Co i raz właziliśmy sobie na ambicje, podnosząc do rangi sztuki drybrush czy washowanie. Poza tym, co to za radocha grać gołym metalem.
Trochę motywują mnie też blogi, które stały się okienkiem gdzie, czasem coś tam, pokazuję światu. Ostatnio mój ciężar zainteresowań przesunął się na Bolt Action ale i tu głównym czynnikiem motywującym do malowania byli kumple, którzy organizując imprezę zastrzegli wymóg pokolorowanych armii. Koledzy i jeszcze raz koledzy!
Labels: figurkowy karnawał blogowy, kumple, motywacje
piątek, 31 października 2014
1.Danse Macabre - Figurkowy Karnawał Blogowy. Część #2, ulubiony model.
2.Dwarfcrypt - Karnawał w kolorze farbowanego irokeza!
3.Maniexite - Figurkowy Karnawał Blogowy II
4.Kapitan Hak - Figurkowy Karnawał Blogowy (2) - ulubiona figurka Kapitana Haka
5.Miniwojna - II edycja Figurkowego Karnawału Blogowego: ulubiony model
6.SWARM - Figurkowy Karnawał Blogowy II
7.Skavenblight - Figurkowy Karnawał Blogowy (2) - na tropie ulubionej figurki Skavenblight
8.Blog Maciejusa - Figurkowy Karnawał Blogowy II Edycja
9.Operacja: Wargaming - II edycja Figurkowego Karnawału Blogowego: ulubiony model
10. Krypta Królów - Przełomowa figurka w kolekcji
11. CODENAME: Wargaming - Figurkowy karnawał blogowy vol. 2 - ulubiona figurka
12. Picassawi - Back to the past - czyli jak to się zaczęło :) (z aktualizacją)
13. Black Grom Studio - Figurkowy Karnawał Blogowy odsłona druga czyli ulubiony model
Wydaje mi się, że nikogo nie pominąłem. Dziękuję wszystkim za udział i niniejszym przekazuję pałeczkę Quidam Corvusowi.
Labels: blogosfera, figurkowy karnawał blogowy
poniedziałek, 6 października 2014
Po sukcesie pierwszej odsłony Figurkowego Karnawału Blogowego, czas na drugą. Muszę się przyznać, że miałem niemały problem z wyborem tematu. Karnawał "Figurkowy" to dość szerokie pojęcie, w którym zamyka się, malowanie kolekcjonerskich pocyców, wszelkie odmiany warhammerów ale też i wargamingi w każdej skali. Jak dobrać temat by każdy mógł coś o swoim hobby napisać? Pytanie o rozmiary kolekcji, cenę najdroższego modelu, procentowy stosunek pomalowanych do tych w zafoliowanych pudełkach dobrze ukrytych przed połowicami gdzieś za tylną ścianką tajnego pawlacza, są chyba nie na miejscu. Jako, że jestem skrzywiony figurkami do RPG i pochodnymi "warhammerów" z tej menażerii mógłbym wykroić masę fajnych pytań ale co z tymi którzy zbierają WWII, albo Napoleona? Poszedłem na kompromis, pytanie pozornie banalne, brzmi: Który spośród modeli w Waszej kolekcji jest tym ulubionym, specjalnym, wyjątkowym i dlaczego?. Niniejszym zarzucam przynętę i idę przeglądać gabloty i skrzynki, gnębiąc się tym co wybrać. O swoim wyborze poinformuję, mam nadzieję, niebawem...
A oto i mój wybraniec, długo, naprawdę długo myślałem, który spośród tysięcy moich ludków jest tym najważniejszym. Naturalnym wyborem, wydawać by się mogło, powinien być któryś z Krasnoludów i to pewnie najstarszy z najstarszych, lecz nie... Dlaczego ten niepozorny zakurzony goblin ma w sobie to coś?
W zasadzie z każdą figurką, którą posiadam wiąże się jakaś historia, nie inaczej jest w tym przypadku. Musimy się trochę cofnąć w czasie. Jest rok 1994, rok premiery 4ed Warhammera Fantasy Battle`a, czas gdy wash i drybrush są nowatorskimi i zaawansowanymi technikami malarskimi, Morglum jeden ze stałych klientów "Księgarni u Izy" wymyśla miękkie przejścia "na mokro". To druga rewolucja malarska, którą zaliczamy z kumplami w krótkim czasie, parę miesięcy wcześniej wraz z dostawą pierwszych Citadelek, w kąt poszły emalie i nitro Humbrola. Morglum pokazał nam jak należy malować, nikt przed nim nie robił takich przejść, nikt nie zbliżał się do takiej jakości freehandów. Goblin , którego prezentuję, nie był jakoś wyjątkowo pieszczony, to przeciętny szeregowy z oddziału. Trafił do mnie przy okazji wyprzedaży armii gdy Morglum porzucił ludkowe hobby na rzecz gry na saksofonie. Dziś już nie maluje i nie chce do tego wracać. Ech, nieodżałowana strata dla ludkowego świata... I garść fotek z różnych kątów.
poniedziałek, 15 września 2014
Pierwszą własną bitwę z użyciem wszystkich posiadanych figurek krasnali, miałem ich już coś ze 30 sztuk, rozegrałem z Paladynem tydzień później w klubie na Starym Mieście. Graliśmy bez ksiąg armii budując armie na podstawie załączonej do 4ed listy. Krasnoludy wspierane przez Elfów starły się z goblińsko-skaveńską armią, pech chciał że gracz szczurami wystawił Vermin Lorda. Wprawdzie (z braku ludków) pozwoliliśmy sobie na wystawienie oddziału składającego się z 12 championów ale to nie pomogło, Vermin czego nie zjadł to rozpędził, przegraliśmy jakoś okrutnie ale to nie miało żadnego znaczenia, bo graliśmy w Warhammera Fantasy Battle`a!

































