piątek, 21 lutego 2014
  Dvareg's sewer scouts to nowa jednostka Werewoolf Miniatures, która na dniach ma trafić do sprzedaży na e-bay. Dzięki uprzejmości szefostwa firmy dostałem zestaw do recenzji. W skład oddziału rozpoznania kanalarzy kurdupli wchodzi pięciu pięciu brodatych pokurczy uzbrojonych w karabiny laserowe. Jako maniak Squatów i wszelkiej maści kosmicznych krasnali (byle ładnych rzecz jasna) bardzo się z tej paczki ucieszyłem.
  W pudełku dostajemy sześć ramek z szarym żywicowym towarem. Każdy ludek wraz z przynależnymi mu kończynami, głową i bronią pojawia się na własnej listwie. Nie rozpisuję się nad jakością odlewów bo nie ma się czego czepiać, dziur w miejscach żywotnych nie stwierdziłem, blaszki nadlewów nieistotne, przyłącza i wlewki wstawione inteligentnie a ich usunięcie nie masakruje modeli.
Rzeźba jakby ostrzejsza niż w poprzednich produktach i detal też drobniejszy się trafia, widać dłubacz się wyrabia. Drobna uwaga, buty mogły by mieć jakiś protektor, jego brak "zmiekcza" odbiór figurek przez jawią mi się trochę jak bajkowe krasnale, może to taki zamierzony efekt, a może moje skrzywienie. Pozy dynamiczne, choć przydałaby się jeszcze jedna czy dwie lewe ręce dla urozmaicenia. Może z czasem dostaniemy jakiś dodatek ze specjalną bronią i bonusowymi łapkami. Twarze charakterne, brodziska rozwiane i odpowiednio szalone. Już na ramkach wyglądały dobrze ale po sklejeniu jeszcze zyskują.  Trochę zabawy było z dopasowaniem rączek do ciałek, w jednym z modeli musiałem odciąć ładownice, ale odbyło się to bez większego bólu. Lubię przekrzywiać główki ludzików, to zawsze dodaje uroku, lecz brody trochę przeszkadzały, jedną czy dwie minimalnie skróciłem inne podciąłem od spodu, ale w zasadzie i bez tych operacji można je bez większych problemów wkleić na miejsce.
  Ostatnią ramką zajmują różne dodatki, noktowizor z niesamowitymi detalami, celownik, granaty w wiązce i jeden luzem, bagnet i hełm. Tego ostatniego nie użyłem, przyda się na później. Zestaw godny polecenia a dla kolekcjonerów wręcz konieczny. Garść fotek na koniec.
Ramki czy jak kto woli listewki:
Krasnale poskładane i gotowe do penetrowania kanałów:





Labels: dvareg, Squat, squats, werewoolf miniatures
środa, 30 października 2013
Dziś kolejny ogre z Werewoolf Minis, pełna nazwa z pudełka to Living Death: Nergal Ogre Gravedigger. Postać dość makabryczna ale na Dziady jak znalazł. Swoją drogą zombie nigdy dość, więc i tego chętnie przytulam tym bardziej, że kaliber ogrowy w tym segmencie to dla mnie nowość. Nergal przystojniak dobrze już zmurszały i obleśnie zgniły. W luźnej pozie przechadza się pchając te swoje śmieszne mini-taczuszki wypełnione rwanymi po okolicy świeżymi flakami. Rozmyślam nad kolorystyką i malowaniem, może trafi pod sztandary Nurgle`a a może dostanie własną sceniczną podstawkę, słaniam się ku tej drugiej opcji,
&nbps Odlew zwyczajowo bez zarzutu, bąbli nie stwierdzam, blaszki usunąłem trzema ruchami szczotki. Przyczepy i wlewki tradycyjnie rozplanowane z głową. Rzeźba bez zarzutu choć mam zastrzeżenia do wykończenia tyłu głowy, mogłaby być odrobinę pełniejsza, ale w szyjkę wchodzi dobrze a ewentualną szparę załatam greenstufem. Detalu sporo, szmaty, sznurki, larwy, rany, odleżyny, zgnilizny są w odpowiednich miejscach, ilości i jakości. Twarz z wyraźnym charakterem i szerokim uśmiechem. Jedno do czego muszę się przyczepić to goły tyłek, jak tak można, goły zad u ogra zombie, ech jakież to obleśne!
I garść fotek, dziś wyszły jakieś sepiowe nastroje...
Labels: efekty modelarskie, ogre, werewoolf miniatures
sobota, 12 października 2013
Jakiś czas temu dostałem z Werewoolf Miniatures paczkę z ogrami, pirat, Zagłoba i Konkwistador. Na pierwszy ogień poszedł typ o jakże wdzięcznym imieniu Giacynto, kolega ów trudni się korsarstwem na Karaibach. Trzeba uważać!
Giacynto to kawał chłopa, od stóp do czubka głowy mierzy 45mm. Stylistycznie idealnie wpasowuje się w karaibskie klimaty. Kogoś mi ten typ przypomina, ta pleciona broda, dredy pełne koralików i piórek, lekko rozchwiany krok i nieodłączna butelczyna... Świetny ludek kolekcjonerski, ale też może uatrakcyjnić pola bitew.
Rzeźba bardzo dobra, świetnie oddana jest lekkość ruchu podpitego ogra, a dłoń delikatnie obejmująca maleńką buteleczkę to po prostu mistrzostwo wyczucia momentu. Ilość detali wyważona, nie przytłacza jest ich jednak sporo. Różne pasy, guzy, klamry, pamiątkowe czaszeczki i kostki, wywinięte cholewy butów, torby i torbeczki, nie zabrakło też kapitańskiej busoli. Jeśli idzie o uzbrojenie to Giacynto ma się czym pochwalić, gigantyczna zębata szabla, hak na linie, wielgachny pistol za pasem a w cholewie skitrany kozik. Będzie co malować!
Odlew bardzo dobry i staranny, praktycznie zero bąbli. Wąsy przytrzymujące części rozplanowane są odpowiednio i tak wpięte, że nie niszczą powierzchni figurki. Trzeba jednak zwrócić szczególną uwagę przy odcinaniu głowy, udało mi się złamać brodę. Linia podziału niedostrzegalna, nadlewki minimalne, wystarczyło kilka ruchów szczotki. W dwóch miejscach znajdujemy ciut grubsze blaszki wlewowe, pod czaszką przy pasku na plecach i podobnie przy szarfie nad busolą. Ich usunięcie nie stanowi problemu a mamy te pewność, że nie pojawiają się pęcherzyki. Podział na części też dobrze przemyślany. Jasno widać, że tak autor rzeźby jak i ekipa techniczna znają się na rzeczy.
Ludek do kupienia w sklepie ebayowym firmy. Na koniec kilka fotek.
