czwartek, 1 grudnia 2016

Jak wiadomo, nie samymi ludkami, człowieki żyją. Jedna z najwnikliwszych, jeśli nie najwnikliwsza analiza typografii w filmie Alien. Nerdgazm do piątej potęgi! Gorąco polecam!

poniedziałek, 28 listopada 2016

Ruszyłem z rzeką.
Jak widać jest płaska, to determinuje następne kroki. Będę robił wersję "szybką" tzn:

  • nie zakładam fazowania krawędzi,
  • nie będę budował wysokich brzegów
  • będę się starał uchwycić "miękkie" przejście między rzeczywistością stołu a fizycznością rzeki
  • brzegi obłożę posypkami i jakąś zieleniną
  • koryto będę jakoś cieniował
  • na całość lakier błyszczący, ze spraya bo cokolwiek ciekłego rozleje mi się po całości, jakich bym zapór nie zbudował. Poza tym, to ma być szybki i prosty efekt, a nie rzeźba fizyczna. Do TEGO dojdę robiąc modularne panele (pomysł na nowy rok).
  • fale i siklawy tylko tam gdzie będzie to miało uzasadnienie, przy jakichś urozmaicających kamieniach, zakładam do tego etapu prac, użycie obu watereffektów Vallejo.
  • Fale i zmarszczki po całości będą z sidoluxu, sprawdził się przy wodnej górce, myślę że i tu da radę. Jeśli nie wydoli na takiej powierzchni użyję wikolu i kleju polimerowego.

Wpis nadal w temacie maty futerkowej, ale zaczynam już z rzeką. Chyba powinna być nowa numeracja.
Testuję rzekę przez wprowadzeniem jej do oferty. Paru klientów już ją ma i dostałem pozytywne opinie odnośnie szerokości i modułów. Wreszcie będzie rzeka której nie da się przeskoczyć jednym ruchem, i o to chodziło!

sobota, 26 listopada 2016

Wpis piąty, wczorajszego nie było a w czwartym zabrakło fotek, ale tyle to już sami wiecie. Dziś będzie o nowych kolorach i pigmentach, obrazki też się znajdą, +6 godzin na liczniku.
Pierwsza uwaga, futerka po pomalowaniu, nie należy zbyt mocno wyczesywać. Przesadziłem, zrobiło się strasznie miękkie i puchate, a do tego elektryzuje się od byle czego. Musiałem, praktycznie, przemalować całość zielonym. Czyli, szorujemy tam gdzie włos był gęsto malowany i sklejony ALE "drybrushowane" obszary zostawiamy bez szczotkowania.
Front robót, na dziś, zakładał dodanie kolorów. Rozbełtałem jasny zielony (Miętowy Beckersa) z różnymi żółtymi i zrobiłem trochę smug i splam, tu i tam od tak bez większego kombinowania, dało to naturalny trochę dziki efekt. Do nakładania farby używałem płaskiej długiej szpachelki malarskiej. Dobre narzędzie!
Jak podeschło, (tzn tak mi się tylko zdawało) paćkałem grubym okrągłym pędzlem w miejscach losowych, jasno żółtym, czerwonym, jasno szarym, fioletowym, niebieskim i innym niebieskim. Plamki, które powstały miały udawać kwiatki. Miejscami wyszło spoko a miejscami byle jak, tzn tam gdzie podkład był mokry, farba nakładana punktowo mieszała się, a suszarka była pod ręką! Dało się to uratować, ale było trochę roboty.
Zostawiłem zielone i poszedłem na spacer by trochę wyschło. Mata jest tak duża, że praktycznie trzeba się na niej kłaść gdy się coś robi, albo zwisa ze stołu i zbiera jakieś śmieci. Nie ma co się śpieszyć, musi podeschnąć, nie bardzo mam ochotę tarzać się po mokrym zielonym futerku.
Po powrocie, wziąłem się za drogi, przetarłem ich krawędzie Ochrą, w zasadzie po całości zostawiając jedynie środkiem poprzedni oryginalny kolor. Ożywiło się i dobrze zrobiło. Zanim dojechałem do końca, fragmenty od których zaczynałem zdążyły podeschnąć. To ważne bo następny etap to pigmenty, a te lubią jak jest sucho. Pigmenty Kromlecha, nadal uważam, że są doskonałe! Jasnym żółtym zacząłem robić poziome kreski, dłuższe i krótsze, jakieś plamy i cały czas rozcierałem ile wlazło. Pigment na szmacie ma to do siebie, że prawie się nie rozciera, trzeba go bardzo ostrożnie dawkować! Celowo zacząłem od jasnego wiedząc, że ciemnym brązem, w razie czego zatrę tam gdzie będzie za jasno. Brąz pigmentu okazał się dużo bardziej nasycony niż ten nakładany z farby, by stonować w miejscach ich złączeń, skrzyżowania polnych ścieżek z szerszymi drogami, użyłem zielonego pigmentu. Na tej drodze, która była wycięta do gołego, pigmentem zrobiłem linie środkową, nierozjeżdżonej niby-trawy. Wyszło w miarę OK. Na koniec pigmenty zabezpieczyłem, na wszelki wypadek, super-turbo-strong-extra mocnym lakierem do włosów. I zostawiłem by wyschło. Nie wiem co dalej z tym robić, czyżby już koniec? Rano pomyślę... I fotki:

Widok ogólny z perspektywy wysokiego krzesła, jeszcze przed pigmentami

Kwiatki miały być, ale coś słabo je widać.


Poniżej, inwazja japońska na holenderską wioskę, gdzieś nie wiadomo gdzie... w koloniach ;)

czwartek, 24 listopada 2016

Dziś trochę leniwy dzień, czesanie i gładzenie futerka, prawie dwie godziny. Miejscami musiałem dłużej poszorować, przydało się kocie radełko i gęsty grzebyk. Uwaga dla idących moimi śladami, ta faza prac generuje masę drobnego pyłu w kolorze farby. Aktualnie mam zielone obwódki wokół i pod paznokciami, nie zakładałem rękawiczek bo było niewygodnie i teraz ciutkę żałuję. To na czym mi zależało czyli podniesienie gęstego futerka udało się dokonać. Jutro planuję położyć jakieś kolory. Dziś fotki nie ma.

środa, 23 listopada 2016

Dziś wziąłem się do malowania prawie dwie godziny później niż zakładałem. Na szczęście było mniej "gęstego" i jakoś tak w miarę szybko poszło. Trzy godziny na liczniku więcej. Strasznie mozolna robota, ale podkład z zieleniny jest już po całości. Po wyschnięciu i rozczesaniu może być już całkiem grywalne. Dziś dwie fotki.

wtorek, 22 listopada 2016

Prac ciąg dalszy, cztery godziny jak z biczy szczelił, czy jakoś tak.
Dziś podstawowy kolor trawy. Myślałem i wymyśliłem, że zrobię ją na zielono! Tak, właśnie. Wyciągnąłem wiadro średnio starego białego akrylu, dodałem 5 i pół kropli pigmentu, trochę czarnego, wybełtałem wiertarką, dołożyłem brązowego i żółtego i jeszcze trochę zielonego.
Matę, jakoś tam w głowie, podzieliłem na obszary gęstej trawy, to ten ciemny i lekkich odrostów, to te jasne. Gęste są kryte z pędzla, aż farba przesiąkała na drugą stronę, włos się skleja i siada, wygląda to trochę jak zboŻe po burzy, da się to jeszcze trochę czesać, ale przypuszczam, że jak wyschnie to zrobi się sztywne.
Jasne zrobiłem delikatnie maziając, taki trochę drybrush ale z wyczuciem. Dookoła krawędzi obszarów pól przejechałem mocniejszym akcentem zielonego. Na dziś tyle, lumbago szyjne obustronne, plus coś mnie łupie w kręgosłupie. Jutro wykończę zielonym z drugiej strony i biorę się za kolorowe przebarwienia. I fatalna fotka na pamiątkę...

poniedziałek, 21 listopada 2016

Kampania Boltowa w toku, trzeba się brać do roboty, na następny scenariusz będę potrzebował kawałka plaży z morzem, to mam zrobione i nawet jest w ofercie sklepikowej, rzeki to też mam ale jest w bardzo surowym stanie tzn gołym HDFie, trzeba będzie ją zrobić.
Na razie na tapecie mata. Farba akrylowa, Umbra jakaś tam, z pędzla, grubo i tłusto na drogi. Trzy godziny skrobania, aż mnie jakieś lumbago szyjne dopadło. Co dalej z tym robić, jeszcze nie wiem, drogi były łatwe. Zostawiam by dobrze wyschło. Na dziś tyle. Fotka pokazuje 1/3 powierzchni maty.

Że sztywna jak trzy dniowy nieboszczyk Czterdziestka jest, to fakt i każdy to wie. Mechanika siadła już, ze dwie edycje temu, zrobiło się drętwo i smętnie.
Podejmowałem próby gry na innych mechanikach, OnePageRules, Warstuff, FUBAR, KillTeam (stary, starszy, nowy i Herald of Ruin) miałem nawet zasady konwertujące na AT-43, ale ostatecznie na nich nie zagrałem. Kastor przysiadł i dokonał tego nad czym tylko rozmyślałem czyli zmontował trzon zasad Wh40k pod Bolt Action. WIP w PDFie do zassania, na forum Gloria Victis jest osobny wątek w tym temacie. Trzymam kciuki by pomysł nie skonał.

niedziela, 20 listopada 2016

Typowa leniwa przeklejka z drugiego bloga. Piszę tam trochę o macie z futerka i ostatniej bitwie w Bolt Action.

 

blogger templates | Make Money Online