niedziela, 4 lutego 2018
No i jest już pierwsza fotka najnowszego płodu, ogłaszany szumnie w jakże zabawnym filmiku Abhuman, okazał się potworną abominacją i karykaturą klasycznych proporcji dawnych Sqauatów. Spalić mutanta!!
Labels: abominacja, Games Workshop, karykatura, płoń mutancie
czwartek, 1 lutego 2018
No dobra, na razie jeden ale oficjalnie! Warhammer TV parę chwil temu wrzuciło, zabawny (ich zdaniem), ten oto filmik:
Labels: 20 lat czekania, Games Workshop, Squat, squats, squaty, squaty? squaty
czwartek, 14 grudnia 2017
Na stronie Games Workshop, całkiem oficjalnie, pojawia się Talizman, zastanawiający jest brak niektórych dodatków. Z pudełek rzecz jasna zniknęło logo FFG, ciekawe czy będą lokalizowane wersje.
Labels: Games Workshop, Talizman
czwartek, 19 października 2017
No i się wyjaśniło, po tym jak FFG dostało kopa w dup, GW znalazło nowego licencjobiorcę a jest nim WizKids. Chcecie Warhammera 40k Clixa? LINK
Labels: Games Workshop, komercha, masakra, WizKids
środa, 15 marca 2017
Games Workshop z okazji targów gier i zabawek Gamma, popuściło nową armię do Age of Sigmar, parowe latające krasnoludy o wdzięcznej zastrzeżonej nazwie własnej Kharadron Overlords.
Nowa odmiana krasnoludów do AoS zapowiadana była od dłuższego czasu, mam wrażenie że fryslayerzy nie do końca się podobali, mi nie przypadli do gustu. Teraz dostajemy super wypasione steampunkowe post-warhammerowe krasnoludy. Stylistyka jak w całym AoS, rozbuchana, ludki wielkie i do niczego poza AoS`em nieprzydatne. Na facebookowych grupach poświęconych Squatom, nooby już robią pre-ordery i cieszą się na nowe proxowane rozpiski. Kharadron Overlords Squatami nie są i być nie będą a Grognardzi po raz kolejny zostali zrobieni w jajo i czekają dalej...
Szczerze powiem, że stylistyka mi pasuje. Oderwanie od ziemi jest ciekawym pomysłem, trochę nawiązuje do Squatowych Inżynierów operujących z pokładów pancernych zeppelinów (Overlordów), odbieram to jako ukłon w stronę starych graczy. Jest ciężko, metalowo, groźnie. Jak się przymknie oko na pewne rozwiązania (latające sfery mocy), całość jest spójna i wygląda ciekawie. Należy oczekiwać w dalszej kolejności następnych modeli, spodziewam się czegoś w rodzaju machiny kroczącej albo stanowisk ogniowych zrzucanych z nieba...
Gdyby AoS był osobną grą, a nie pogrobowcem warhammera, pewnie teraz wyciskałbym z portfela ostatnie zaskórniaki, ale że nie jest, więc nie muszę albo może nawet nie powinienem. Trochę jednak jestem rozdarty...
Widać, że to będzie jeden zestaw z opcjami. Okręty bardzo mi się podobają!
Ciężka piechota, taka sobie choć detale trzymają poziom. Trochę za sztywne pozy.
Załoga świetna, czuje się stylizacje na nurków rodem z Verna. Kotwica, parowe miotacze harpunów. To jest dobre!
Naczelny meteorolog, trochę się gubię gdy na niego patrzę, nie bardzo widzę gdzie ma twarz. Detale rewelacja!
Pan z miotaczem przegrzanej pary, zapowiada się całkiem spoko do wymiatania szczurów.
Jakiś lord, gość mnie kupił postawą i blaszaną brodą. Genialny ludek!
Szef desantu, zobaczyłem go jako pierwszego i zepsuło mi to odbiór całości. Pomysł latających kul mocy jest, w mojej ocenie, dość kontrowersyjny. AoS jakby nie było wyrasta z fantasy i to nawiązanie do boilerów, kotłów parowych i rusztów zostało podkreślone, nie wiem jednak czy w najlepszy z możliwych sposobów, może można to było zrobić trochę lepiej.
Pomysł latającej piechoty, sam w sobie nie jest zły, problemem są chyba kule mocy. Takie sobie.
Groteskowy kowal, ale młot ma rewelacyjny!
czwartek, 8 października 2015
Pierwszy ze znaczników do Umbra Turris, piracka skrzynia pełna skarbów (albo pająków), zależy co wypadnie w tabelce.
Szybka piłka, całość prac modelarsko-malarskich to może z godzina, wliczając w to podstawkę i malowanie. Chciałem wstawić łopatę ale gdzieś mi się zapodziała, a na robienie od zera nie miałem czasu ani ochoty. Użyłem więc przyciętego kilofa pochodzącego z zestawu krasnoludzkich górników by GW. Przypomniałem sobie skąd jest skrzynia! To produkcja rodzimego Mini Monsters.eu, ja mam ją jeszcze w wersji gipsowej, czyli stara być ona musi...
Nad malowaniem nie ma co się rozwodzić. Gips chłonął farbę, więc poszły ze trzy rzadkie warstwy, a może cztery kto by to spamiętał. Na to washe, dwa brązy i czarny na połączeniach z okuciami. Metal to Gunmetal Vallejo, plus czarny wash i Ryza Rust. Krawędzie Mitrhil Silver ale ciutkę tylko. Kilof to czarny zmieszany z Gunmetalem, plus czarny wash i przecierka Mithrilem. Kilof wygląda jak kotwica i chyba przemaluję stylisko na materiał drewno podobny. Trawki i tufty, do znudzenia taka samo od dłuższego czasu. I fotki trzy na koniec:
sobota, 31 stycznia 2015
  Niedokończone Opowieści, temat piątej odsłony Figurkowego Karnawału Blogowego, wymyślony został przez szanowne Hakostwo, bliski memu sercu jest, bo z zasady mało co kończę. Zaczynam z błyskiem szaleństwa w oku i pianą na pysku, albo odwrotnie, rzucając się jak dziki zwierz na pomysł, dłubie, dłubię, dłubie... i kończę i jest git, albo gdy mi siły opadają, wena i kontekst ulata rozbabrany projekt ląduje gdzieś w kącie szuflady, jeśli mały, albo na regale, jeśli duży.
Zacząłem masę rzeczy, więcej zacząłem niż skończyłem, tu Orkowy wrzut sumienia, mam podobne Krasnoludzkie, Squatowe, Goblińskie i... naście innych. Mam tak, że bawi mnie samo dłubanie a nie odstawianie pomalowanych na akord ludków na półeczkę.
  Dwa najgrubsze tematy, które zacząłem to Stompa i Plague Tower of Nurgle. O ile ten drugi doczekał się przynajmniej bazy z bejcy i drybrusha udającego pierwszą warstwę, tak Stompa straszy szarym podkładowym od lat.
  Zacząłem ją jeśli mnie pamięć nie myli gdzieś w okolicach 2001 roku. Pamiętam, że mój młodszy syn uczył się chodzić, gdy wyklejałem korpus z paper-mache w gipsowym kopycie... to naprawdę było dawno temu. Robiona wg epicowego Stompera i planów z któregoś z White Dwarfów... po trochu, z doskoku albo i nie, leniwie i powolnie z namaszczeniem. Brzuchol stał i kurzył się przez ładnych parę lat, aż nagle w 2008 roku podczas wakacji rzuciłem się na robotę, bodźcem chyba były pierwsze plotki o nadchodzącej Stompie z GW, chciałem się wyrobić przed premierą. Najstarsza fotka jaką znalazłem pochodzi właśnie z tego roku, wpis z września. Nie ma chyba usprawiedliwienia, dlaczego to tak długo trwa. Bo Stompa nie jest skończona. Wprawdzie po wakacjach w 2009 roku dumnie obwieszczałem światu zakończenie prac licząc optymistycznie, że malowanie zajmie mi jedynie kolejne ...4 lata, ALE to nie była prawda... dopiero ze dwa lata temu zacząłem kończyć jej buty, tak by w końcu sama mogła stać, bez przyklejania do podstawki. Wymieniłem też szczenę na blaszaną, ale tęsknię za tym tępym wyrazem pyska, i po poprawkach pewnie wrócę do starego wizerunku. Kiedyś tam po drodze skonwertowałem zastęp gretchinów, mają być wszędzie, wyłazić z każdej dziury, bujać się na broni i antenach, łatać i reperować co się da.
Czy kiedyś ją skończę, moooooże... w sumie nie wiem, a może to taki mój króliczek-Godot, którego mam gonić do końca dni?
Fotki w sieci: CMoN 1, CMoN 2 i galeria.
środa, 31 grudnia 2014
Cóż, czas podsumować rok. Trochę się w moim ludkowym świecie działo, choć ilość wpisów na blogu jest nikczemnie niska. Miesiącami nie pisałem nic, no dobra ale dlaczego, skąd ten odpływ mocy? Na coś trzeba zwalić albo poszukać kozła ofiarnego, ciach i mam, winą mojego odejścia od ludkowania stała się polityka GamesWorkshop! Przyśpieszenie o dwa lata, premiery VIIed WH40k doprowadziło mnie od furii... End of Times, też jakoś mnie nie rozpalił, dostałem ciężkiej alergii na współczesne produkty GW. Trochę z przekory wziąłem udział w The Fang, wystawiając w konkursie ludka starszego niż większość uczestników. Jako że natura nie lubi pustki, odpływ od GW nie spowodował zarzucenia hobby, zostałem przy ludkach wracając niejako do korzeni. Bolt Action wessał mnie dokumentnie. Nowa gra, nowe motywacje, nowi/starzy kumple, warto było oderwać się od chaosowego cycka GW...
Nowy rok to też czas postanowień i planów:
Wh40k i Fantasy Battle`a. Trochę już ochłonąłem, trochę przemyślałem, wrócę do warhammerów ale w ciut innej formie.
Bolt Action. Rozwijać IJA, regularnie grywać, wkręcać ludzi.
RPG. Częściej grywać i prowadzić.
Planszówki. Czasem coś o nich napisać i częściej grywać bo to dobre dla zdrętwiałej mózgownicy.
Labels: Bolt Action, Games Workshop, planszówki, RPG
poniedziałek, 6 października 2014
Po sukcesie pierwszej odsłony Figurkowego Karnawału Blogowego, czas na drugą. Muszę się przyznać, że miałem niemały problem z wyborem tematu. Karnawał "Figurkowy" to dość szerokie pojęcie, w którym zamyka się, malowanie kolekcjonerskich pocyców, wszelkie odmiany warhammerów ale też i wargamingi w każdej skali. Jak dobrać temat by każdy mógł coś o swoim hobby napisać? Pytanie o rozmiary kolekcji, cenę najdroższego modelu, procentowy stosunek pomalowanych do tych w zafoliowanych pudełkach dobrze ukrytych przed połowicami gdzieś za tylną ścianką tajnego pawlacza, są chyba nie na miejscu. Jako, że jestem skrzywiony figurkami do RPG i pochodnymi "warhammerów" z tej menażerii mógłbym wykroić masę fajnych pytań ale co z tymi którzy zbierają WWII, albo Napoleona? Poszedłem na kompromis, pytanie pozornie banalne, brzmi: Który spośród modeli w Waszej kolekcji jest tym ulubionym, specjalnym, wyjątkowym i dlaczego?. Niniejszym zarzucam przynętę i idę przeglądać gabloty i skrzynki, gnębiąc się tym co wybrać. O swoim wyborze poinformuję, mam nadzieję, niebawem...
A oto i mój wybraniec, długo, naprawdę długo myślałem, który spośród tysięcy moich ludków jest tym najważniejszym. Naturalnym wyborem, wydawać by się mogło, powinien być któryś z Krasnoludów i to pewnie najstarszy z najstarszych, lecz nie... Dlaczego ten niepozorny zakurzony goblin ma w sobie to coś?
W zasadzie z każdą figurką, którą posiadam wiąże się jakaś historia, nie inaczej jest w tym przypadku. Musimy się trochę cofnąć w czasie. Jest rok 1994, rok premiery 4ed Warhammera Fantasy Battle`a, czas gdy wash i drybrush są nowatorskimi i zaawansowanymi technikami malarskimi, Morglum jeden ze stałych klientów "Księgarni u Izy" wymyśla miękkie przejścia "na mokro". To druga rewolucja malarska, którą zaliczamy z kumplami w krótkim czasie, parę miesięcy wcześniej wraz z dostawą pierwszych Citadelek, w kąt poszły emalie i nitro Humbrola. Morglum pokazał nam jak należy malować, nikt przed nim nie robił takich przejść, nikt nie zbliżał się do takiej jakości freehandów. Goblin , którego prezentuję, nie był jakoś wyjątkowo pieszczony, to przeciętny szeregowy z oddziału. Trafił do mnie przy okazji wyprzedaży armii gdy Morglum porzucił ludkowe hobby na rzecz gry na saksofonie. Dziś już nie maluje i nie chce do tego wracać. Ech, nieodżałowana strata dla ludkowego świata... I garść fotek z różnych kątów.
wtorek, 30 września 2014
The Fang 2014 już za nami, oficjalna galeria na fanpage`u Games Workshop Warszawa. Na trzy dni przed postanowiłem wystartować, dzień zmarnowałem na chodzenie wokół pomysłu, wiedziałem jedynie, że wystawię Huntera.
Pierwszy pomysł był tak by myśliwy wypatrywał jakiegoś dużego stwora stojąc mu na głowie. Idealny byłby ambull wygrzebujący się spod ziemi ale go nie miałem. Figurka jest mała nawet jak na krasnoludzkie standardy musiała więc stać wysoko. W grę wchodził jakiś kamień lub skałka rozważałem też konar rozłożystego drzewa. Czasu było jednak za mało by bawić się w detale. Jakiś czas temu przygotowałem sobie kilka pociętych korzeni, z których po wygładzeniu i opaleniu powstały bazy pod ludki czy małe scenki, mam tego jeszcze kilka sztuk, użyję ich w przyszłości albo sprzedam. Sęk w tym, że nadawał się każdy kawałek, wybrałem najmniejszy z płaską powierzchnią na szczycie. Początkowo chciałem by ludek był wyjmowalny ze scenki. Miał być na własnej podstawce, zwykłej kwadratowej ale uznałem że będzie to psuło efekt. Figurka jest tak dziwna, że i tak nie użyję jej do grania. Pierwszym pomysłem było wystawienie jej jako Squata stojącego na zastrzelonym tyranidzie albo orku, niesty regulamin konkursu nie dopuszczał do miksów między systemowych, drętwota jakaś...Zacząłem od przygotowania korzenia, wyborowałem szparę pod listwę przy nogach ludka i pobejcowałem miejscami starając się jednak zachować w miarę naturalny i trochę surowy wygląd drewna. Podczas grzebania na strychu w poszukiwaniu zaginionej opalarki natrafiłem na zapomniane pudło z bitsami, nie mogłem się oprzeć pokusie by go nie przegrzebać. Znalazłem żabę i pomysł na resztę... Krasnal na górze na sawannie na jasnym tle w scenerii spalonej słońcem, im niżej tym ciemniej i wilgotniej, korzeń będzie wystawał z wody, żaba w krzakach i polujący na nią snotling, tego ostatniego wystarczyło wyjąć z pudełka z goblinami... które mój młody gdzieś skitrał bo po Figurkowym Karnawale Blogowym postanowił przejrzeć "małych zielonych" z MetalMagica.
W końcu zebrałem wszystko do kupy i wziąłem się za malowanie. Krasnal poszedł migiem, szary podkład ze spraja, khaki vallejo + gryphon sepia i rozjaśnienia tym samym z odrobiną białego. Drewno to nieśmiertelne pradawne combo Bestial Brown rozjaśniany Snakebite Leather (farby które mam od 1994 roku). Oldskoolowy ludek to i oldskoolowe farby. Metal na garłaczu to Bolt Gun Metal + Armour Wash (a jakże inaczej najlepszy wash bo nie dość że czarny to jeszcze ma metaliczny pigment), rozjaśniony Mithril Silverem. Buty, z tym miałem kłopot, najpierw były jasno brązowe ale źle to się komponowało, zlewały się z kolbą broni. Przemalowałem je szarymi i potraktowałem washami. Gleba to techniczny Agrella Earth (świetny efekt tanim kosztem) i tufty GamesWorkshop.
Żabę malowałem wg atlasu z płazami, w teorii to rana esculenta czyli żaba wodna, powszechny u nas mieszaniec gatunkowy (walor edukacyjny musi być, a co!). Szary podkład ten sam co w przypadku krasnala, żółty bazowy Bad Moon Yellow, na to wash Thraka Green, rozjaśnienia Goblin Green złamany odrobiną żółtego. Plamki i kropki rozrzedzonymi brązami. Czarny na oko i biały na kropkę blika.
Snotlingów mam kilkadziesiąt wzorów, wiele się powtarza i ich pozy nie są zbyt ciekawe w przeważającej większości wymachują maczugami lub miętoszą w łapach grzyby, ten jest dość wyjątkowy bo skrada się i do tego jest uzbrojony w łuk, idealny myśliwy. Malowany podobnie jak żaba, w tym samym czasie tymi samymi kolorami, ciapki odpuściłem choć pierwotnie chciałem go pomalować identycznie jak żabę, w końcu jest na polowaniu. Czapka Merchrite Red, rozjaśnione na mokro czerwonym z zestawu do gazetowego wydania Władcy Pierścieni, na to glaze Bloodletter Red. Pas przez oczy Hideous Blue i wash Asurmen Blue, ciuszek miał być fioletowy by ładnie dopełniać barwy ale wpadł w brązy po washach i tak już zostało.
Pod korzeń podkleiłem kawałek cienkiej pleksi, obciąłem mniej więcej oble i pomalowałem najpierw na czarno a później mix Dark Angel Green z czarnym by nadać głębi toni... oczywiście tego na fotkach nie widać. Roślinki z akwarystycznego, na szybko wydawały się świetnym pomysłem, miało być ich więcej i gęściej, ostatecznie chyba się nie sprawdziły. Rodzi się pomysł by wyciąć zestaw roślin laserem. Grzyby z greenstuffu miały wypełnić pustą przestrzeń na pniu, żółte dla kontrastu. Jak zwykle za późno się za wszystko zabrałem... I garść fotek na koniec.
Labels: efekty modelarskie, Games Workshop, krasnale, the fang
czwartek, 6 lutego 2014
Stormboyzi doczekali się chwili uwagi. Oddział zrobiłem w miarę szybko i bez szczególnego kombinowania. Składając ich starałem się jedynie zaoszczędzić odrobinę części z plecaków by mieć z czego zmontować uber-turbo-plecak dla Noba. Ciałko GW, głowa MaxMini z zestawu motocyklisty, zgrabnie biegnące nóżki z Kromlecha coby miał czym przebierać w locie, dorobiłem jedynie z plasticardu ostrza. Nity powstały z kulek wypełniacza wyprutych z kuchennego filtra wody. Zaczepieniem rakiety stał się jeden z biohazardowych plecaków MaxMini. Wyzwaniem było zainstalowanie ludka na latającej podstawce, zależało mi na tym by górował nad oddziałem ale nie chciałem montować go na górze śmieci. Wybrałem najdłuższy z patyczków, podstawkę obciążałem czym się dało, ale nie jestem do końca zadowolony ze stabilności, czas się wybrać do wędkarskiego po ołowiane ciężarki. Całość prac to ze dwie godziny nieskrępowanego szału sklejania i cięcia. Fotki z dwóch sesji, ich jakość zależy jedynie od kaprysów aparatu i fluktuacji biomasy na Yuggoth albo tego co Mi-go szykują na drugie śniadanie, więc nie biorę za nie odpowiedzialności.
Labels: efekty modelarskie, Games Workshop, kromlech.eu, maxmini.eu, Orkowie, orks, Wh40k
poniedziałek, 3 lutego 2014
  Odchudzony White Dwarf trafił do sklepów a wraz nim premierowo Warhammer:Visions. Zbieram kupuję WD regularnie od 1994 roku, siłą rzeczy te nowe wydania musiałem kupić, przy okazji zassałem też i Visions. WD schudł i to drastycznie, za 12pln dostajemy 32 stronicową gazetkę. Nie wiem czy to za sprawą zapowiadanych w numerze krasnali, czy plam na Księżycu pismo mi się spodobało! Po zwyczajowym wstępniaku, którego i tak nikt nie czyta i lakonicznym spisie treści, natrafiamy na prezentację pierwszego boxa do krasnali. Dual pozwalający na zmontowane oddziału Hammererów albo Longbeardów za jedyne 150pln. Nowa edycja armii zapowiada silną zmianę w stylistyce. Krasnale stały się wyższe i dostały nóg. Może trochę za bardzo przypominają swoich pobratymców ze Śródziemia. Detale jednak są dużo ciekawsze. Masa fenomenalnych zdobień, szczególnie dobrze to wygląda na grupie dowodzenia widać, że ktoś dobrze nad tym koncepcyjnie popracował. Idealnie jednak nie jest, nie leżą mi kanciaste hełmy Młotkowych, wyglądają jak przeniesione z Mantica.
Nowy bohater Belegar też nie bardzo mnie zachwycił, odnoszę wrażenie, że jest trochę za długi, totem z pleców do usunięcia. Kolejnym nowym krasnoludziem jest Dragon Slayer, cena 65 pln za jednego typa to sporo. Nie wiem czy go kupię, biorąc pod uwagę, że zabójców smoków mam już kilkunastu starych metalowych. Spory plus w porównaniu z nimi jest to fakt że jest dynamiczny, może nawet aż za bardzo, wygląda jakby miał za moment zlecieć z podstawki.
Kolejne strony to zapowiedzi kilku książek z Black Library, dodatku do Space Hulka na ipady i kilka słów o nowym piśmie Warhammer:Visions. Jervis Johnson prezentuje dość oryginalny sposób rozpoczynania bitw do obu Warhammerów. Po za tym w pisemku dostajemy jeszcze parę słów na podsumowanie zeszłomiesięcznej premiery kodexu do Tyranidów, Dalej to dwie strony o malowaniu krasnali, złoto, brody, zbroje i ciałka po raz kolejny. Poradnik, jak skleić plastikowego kurdupla z użyciem klejów GW. Pojawia się też zestaw zasad dla Belegara, czyżby miałoby ich zabraknąć w Księdze Armii? Dalej dostajemy dwa słowa od designerów, o projektowaniu hammerersów i longbeardów a w przyszłym tygodniu w tym miejscu opisani mają być inżynierowie lub maszyny, coś co określone zostało jako 'engeneering madness'. Teksty zrobiły swoje bo zaczynam się znowu nakręcać na krasnale. Ostatnie pięć stron to seria krótszych tekstów poświęconych głównie krasnalom i wizji autorów przy ich przeprojektowywaniu ale są też porady taktyczne dla tyranidów. Nowa inicjatywa to prezentacja najciekawszych części z premierowych pudełek, dziś jest to oathstone, zastanawiam się czy będzie notowanie listy przebojów najlepszych bitsów... Numer kończy wypełniacz w postaci kilku fotek z tzw Bunkra White Dwarfa. Muszę powiedzieć, że taka forma pisma do mnie przemawia i o dziwo jest co poczytać! Odkładam WD i sięgam po drugie pismo.
  Warhammer: Visions dostajemy w formacie A5, 228 stron full fotek minimum tekstu, czy to fajne, czy warto wydać 35pln, o tym powiem zaraz w kilku słowach.
Na początku zaznaczam, że fotki są wypasione z detalami i jest bardzo dużo, w zasadzie pismo napchane jest fotkami od pierwszej do ostatniej strony ale jest dobrze pomyślane. Pierwsza rzecz, która zwróciła moją uwagę jest ramka zawierająca nazwiska redakcji wraz z mailami do ludzi odpowiedzialnych za poszczególne zadania. Niby nic takiego ale teraz można bezpośrednio opierniczyć fotografa za jakieś dziadostwa, w moim odczuciu jakoś ociepla to wizerunek firmy.
Zaczynam przeglądanie i pismo rozpękło mi się przy okładce, zaraz po trzecim rozłożeniu, tak sobie to wygląda bo tanie nie było ale może dam radę wymieć je w firmowym sklepie. Drukowane w UK a nie PL i od razu chała. Spis treści donosi, że należy się spodziewać tyranidów, tyranidów i jeszcze paru tyranidów, może coś do Hobbita/LotRa coś z Forge Worlda, jest nawet Blanchitsu... Pierwszy dział to Ostatnie Nowości, harpia, hive crone (coś nowego bo nie znam typa),haruspex, exocrine, hive guards, tyrant guard, tyranid warriorzy, tyranid prime, po drodze zaliczamy gustowną rozkładówkę i mamy już za sobą 25 kartek. Kolejne 5 kartek zostało poświęcone Hobbitowi, strażnicy Jeziora z masterem i pokojowcem, pięćsetny wariant Gandalfa, to za mało jeśli ktoś jest zainteresowany tylko tą grą. Forge World, został potraktowany podobnie jak Hobbit, to jedynie kilka kartek z pomalowanymi modelami. Kolejny rozdział to Armia Miesiąca, dziś Wampiry. Kupa świetnych modeli w niezłym malowaniu, siedem stron. Następne 27 kartek czyli ponad 50 stron to najlepsze i wybrane modele z Golden Demona w Memphis i tu jest co oglądać. Jeden zarzut ale za to poważny, fotki są bardzo ostro szparowane, a przez blendy przebija się tło z kartki, bardzo mnie to męczy przy oglądaniu, ale mamy maila do fotoedytora więc można się poskarżyć. Następne 6 kartek to niby battle raport, Chaos SM vs GrayKnight + Eldarowie, w tej formie wydaje mi się być nietrafione. Same fotki to trochę za mało, preferuję battle raporty prezentowane na mapkach. Kolejne 8 stron to Kit Bash, dziś orkowe ciężarówki, bardzo fajne! Blanshitsu na trzy kartki pozostawia niedosyt ale dobrze, że jest. Kolejnych 14 kartek to impresje w temacie rojów tyranidów zebrane pod wspólnym tytułem Hive Fleets. Kończy się to schematami malarskimi dla konkretnych flot, malujący tyranidów powinni czuć się dopieszczeni. Spis firmowych sklepów, zajawka nowego cienkiego White Dwarfa i zaproszenie do subskrypcji kończą pierwszy numer W:Visions.
  Jestem pozytywnie zaskoczony poziomem obu wydawnictw, może miejscami jeszcze coś nie styka ale to kosmetyka, ogólnie nie ma tragedii. Rozbicie WD na dwa osobne pisma wyszło na dobre.
Labels: Games Workshop, Warhammer, Warhammer:Visions, White Dwarf
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Fantasy Flight Games zapowiada Nemesis, długo oczekiwany, dodatek do Relica. Rozwinięcie umożliwi grę w 6 osób oraz wprowadza sporo nowości w tym cztery scenariusze, karty zagrożeń, sprzęt i co dość oryginalne, nowy tryb gry.
Labels: FFG, Games Workshop, Relic, Wh40k
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
Weekend nie dawał zbyt wiele okazji do malowania. Po trochu i na etapy, udało się jednak, trzech grotów. Kombinowałem z trawkami, tym razem na klej polimerowy. Odnoszę wrażenie, że efekt jest trochę lepszy niż klejenie na zwykły wikol. Eksperymentowałem ,próbując zrobić coś w rodzaju tufta, sypiąc i wciskając na krople tego kleju, różne trawki. Czekam aż zaschnie. Może będzie fajnie. Fotka spod 200 watowej żarówki, rozjaśniana z boku białą kartką. Znalazłem zbędną lampę, następne fotki powinny być lepsze. Groty najlepsze bo stare i metalowe, +9 pkt do orkowej bandy.

Labels: efekty modelarskie, Games Workshop, grots, Wh40k





























