poniedziałek, 20 lipca 2026
Tak sobie pomyślałem, że będę wrzucał cotygodniowe (albo tak jak Josh dostarczy) nowości z quarowej fabryki STL`i. Modele są dostępne w ramach wsparcia na MyMiniFactory
W większości przypadków do obrazków dołączony jest jakiś nastrojowy opis czy chwytająca za serce powiastka. Dziś, a w zasadzie wczoraj, bo nowości pojawiają się (zazwyczaj) w niedzielę pod wieczór, dostaliśmy pana Kanapkę, ziomka który podnosi na duchu dostarczając walczącym trochę żarcia i moralnego wsparcia.
Coftyriański dostawca
Głodomory z Krucjaty z większą porcją
Spacer Maewyna
Każdego Vaeka*, niezależnie od tego, co jeszcze się działo, Maewyn pojawiał się gdzieś na linii z kanapkami. Nie jakimiś wymyślnymi, ale takimi, na jakie pozwalała sytuacja zaopatrzeniowa – co w Coftyrze jesienią 1782 roku oznaczało czerstwiejący chleb i to, co udało się wynegocjować od kwatermistrza. Kanapki nie były sednem sprawy. Sednem był Spacer.
Robił to, zanim jeszcze większość obecnego pułku dotarła na miejsce. Rhyflerzy, którzy byli tam najdłużej, mówili, że nigdy nie opuścił żadnego Vaeka, nawet podczas tych trzech tygodni, kiedy zaopatrzenie ustało całkowicie, a wszyscy żywili się zimnymi racjami, próbując o tym nie myśleć. W tamtych tygodniach kanapki składały się głównie z chleba, tak suchego, że aż nieprzyjemnego w jedzeniu, ale docierały na Vaeka i to było najważniejsze.
Pułk wykształcił własne rytuały wokół tego Spaceru. Ktokolwiek był na warcie, od popołudnia zerkał na rów łącznikowy. Wieść rozchodziła się sama, bez potrzeby proszenia kogokolwiek o przekazanie jej dalej. Rhyflerzy, którzy przez cały tydzień byli dla siebie opryskliwi, stawali się uprzejmi, gdy tylko Maewyn się pojawiał. Rozdawał kromki bez zbędnych ceregieli i znikał, zanim ktokolwiek zdążył mu należycie podziękować.
Wszyscy rozumieli, że Spacer tak naprawdę nie dotyczył jedzenia. Chodziło o to, że każdego Vaeka, bez wyjątku, ktoś myślał o nich na tyle, by przebyć tę drogę. W wojnie, która wkładała wiele wysiłku w to, by rhyflerzy czuli się jak wymienne części maszyny, która ich nie dostrzega, Spacer Maewyna był dowodem na to, że jednak ktoś ich zauważał. Kanapki były marne, a chleb czerstwy i nikt nie udawał, że jest inaczej. Zjadali każdą do ostatniego okruszka.


