środa, 13 kwietnia 2011

Bunkier RPG, upublicznia zebrane z papierowych wydań K6 zasady fantastyczno-naukowej gry fabularnej Universum.
Mogłbym napisać tylko tyle ale jako, że byłem świadkiem pierwszych gier, znałem wtedy autora i przyłożyłem się niejako do powstania K6 to polansuję temat u siebie.

Tomek zawitał przypadkiem na jedną z naszych pogrywek RPG. Połknął bakcyla gier fabularnych lecz konwencja fantasy go nie przekonywała. Wychodząc zapowiedział zrobi system SF. Nie trzeba było długo czekać po mniej więcej dwóch tygodniach zaprosił kilka osób. System jeszcze bez konkretnej nazwy, poznałem na przypadkowej sesji, zagrałem u Tomka raz, kilka razy byłem niemym kibicem. Ciężko było się na grę wepchnąć, ludzie stawali na głowie by u niego zagrać! Nie bardzo wiedziałem dlaczego, wpadłem na chwilę a przesiedziałem w kącie trzy godziny chłonąc każde jego słowo... Uważam, że byłem wtedy doświadczonym graczem i miałem szczęście do Mistrzów lecz to co wyczyniał Tomek szokowało na każdym kroku. Po pierwsze, stworzył działającą mechanikę SF w błyskawicznym tempie. Trzeba pamiętać, że był to rok 1990, nie miał żadnych materiałów, opierał się jedynie na idei gry fabularnej, strzępkach zasad, które poznał podczas jednej sesji i własnej wyobraźni na temat tego jak owa wersja SF powinna wyglądać. Po drugie, używał gadżetów, Amigi jako komputera pokładowego naszego statku kosmicznego. Intro z gry The Killing Game Show ilustrowało poligonowe testy najnowszej broni, robota ED-209, tak tego z Robocopa, z czasem przyszło się załodze z nim zmierzyć. Na sesjach zawsze grała specyficzna nieznana nam wcześniej muzyka,(trance, techno, ambient) którą w większości sam komponował lub odpowiednią dobierał. Używał zestawu dyskotekowych świateł odpowiednio manipulując nimi tworzył mega nastrój. Nam do fantasy wystarczało, zapalenie świeczki i Clannad albo Dead Can Dance z kasety... Po trzecie narracja! Specyficzny chłodny, obiektywny pozbawiony emocji styl opowiadania, techniczne detale, naukowe fakty, nazwy które być może i były techno-bełkotem ale budowały fantastyczny klimat. Cudownie adaptował nowe rzeczy do fabuły wplatając je gładko tak jakby tam były i tylko czekały na odkrycie przez graczy. Pamiętam powtórzoną praktycznie co do słowa sekwencje lądowania z Aliens, emocje sięgały zenitu gdy kolejne testy pilota wykonywane z coraz większym poziomem trudności się nie udawały... albo wprowadzenie nowej klasy postaci, robota z płynnego metalu, parę dni wcześniej pojawił się w kinach Terminator 2... arcy wróg wzmiankowany ED-209 twardy był skurczybyk... opisy kosmicznej fauny i flory... Coś pięknego! Żałuję tylko, że nie dane mi było częściej grać...
Po paru latach zasady zostały poukładane i spisane by pod nazwą Universum pojawiać się drukiem w fanzinie `Księgarni u Izy`. Dziś możemy je ściągnąć i przekonać się ile tej fantastycznej magii pozostało... Polecam!

6 Comments:

  1. Darcane said...
    Historia o tajemniczym, wspaniałym MG, hehe ;) No, to trzeba będzie na te zasady rzucić okiem, choć siedzę zdecydowanie mocniej w fantasy, niż SF.
    Gonzo / Ancestor said...
    Ja wiem czy tajemniczym? Koles po prostu swietnie prowadzil, mial rzadki dar i tyle... Wielu MG dochodzi do tego poziomu latami albo i nie...
    Darcane said...
    Zastanawiam się teraz czy to, że tak prowadził, to rzeczywiście przejaw "daru" czy może to, że znając tylko założenia gier fabularnych nie był skażony wtłaczaną w podręcznikach teorią - jak grać, jak prowadzić. Z drugiej strony, to były lata 90. Nie orientuje się, na ile to wtedy było rozpowszechnione...
    Gonzo / Ancestor said...
    W latach 90tych nie bylo NIC, NIC znaczy dosłownie NIC. W Magazynie Razem Ciesielski pokzywał jakies gry, fotka okladki wielkosci pudelka od zapalek i 6 zdan opisu. W paru zdaniach sprzedł idee gracza prowadzącego czyli Mistrza Gry... To wystarczało by grać. Kostki robiło się samemu z żywicy albo modeliny. Oryginalne rzeczy to najblizej byly w Zachodnich Niemieczech, jak kto miał zaproszenie/wize i paszport w domu... Szcześliwcy mieli xero-xero-xero kopie xero kopii AD&D 2.5 ed i nic wiecej... Autorski system SF to było coś ultra nowatorskiego...
    Neptyczny said...
    To może ja się wtrącę, w końcu znałem gościa i byłem na wszystkich jego sesjach. Z tymi kostkami to nie do końca prawda. Bo właśnie ów tajemniczy Mistrz Gry (swoją drogą to rzeczywiście świetny chwyt marketingowy), sprowadził pierwsze w naszym kręgu prawdziwe kostki, w tym pierwsze k100. Faktycznie może czytanie podręczników -"jak prowadzić" - wypacza. Nie wiem bo ja też w tych latach żadnego nie czytałem, a prowadziłem. Teraz jak czytam ADD, to miejscami potworny bełkot. Jedyne co mnie urzekło to Mag, może trochę Wampir, no i na pewno Dzikie Pola. Brakuje jeszcze legendy pijanego mistrza... hehehe
    neptyczny
    Gonzo / Ancestor said...
    Tomek jako pierwszy przywiózł kostki z Hamburga. Kostka setka szokowała, zresztą do dziś szokuje :-) Niektórzy twierdzą, że taka kostka nigdy nie istniała... Nawiózł różnych kostek parę garści. Szczęśliwcy odkupili bądź dostali po parę sztuk. Do mnie z tej dostawy z czasem trafiła biała k12 ale to już inna historia. Nowych transportów nie było. Mniej więcej w 1990 zacząłem prowadzić swojej ekipie i wtedy jeszcze kostki robiliśmy z modeliny i żywicy. W 'Księgarni u Izy' pierwsze pojawiły się dopiero w 1993 roku... W 1992 przywiozłem ze Szwecji pierwsze prawdziwe metalowe figurki do RPG...

Post a Comment



 

blogger templates | Make Money Online