środa, 18 października 2017

Trzeci już raz Beasts of War nagradza najlepsze produkty naszego hobby. Podobnie jak w poprzednich odsłonach także my zwykli klienci możemy oddać swój głos, tym razem mamy dwa polskie akcenty Najlepszą Ilustrację na Okładkę Gry Planszowej oraz Najlepiej Pomalowaną Figurkę.

sobota, 2 września 2017

Rick Pristley na różnych OldHammerowych grupach pokazał parę swoich starych figurek w zaawansowanym stopniu rozkładu spowodowanym korozją. Słyszałem wcześniej o paru przypadkach tej zarazy, ale nigdy nie widziałem figurek w aż tak złym stanie! Idę przeglądać moje ludki...

Problem ołowiowej zgnilizny dotknął nie tylko Priestleya ale także G.R.R Martina, znanego kolekcjonera figurek, który zamiast kończyć Sagę obwąchuje swoich rycerzy, jak to robi opisuje u siebie na blogu. Generalnie możemy spać spokojnie, nasze ludki są już odlewane z bezpiecznych stopów, pewteru i białego metalu.
(Squaty, na wszelki wypadek, jednak obwącham)

czwartek, 31 sierpnia 2017

Miesiąc minął, XXXVI FKB czas podsumować, ale nim to nastąpi dwa słowa ode mnie, by ktoś nie myślał że się wykręcam.

Gdy zakładałem ten temat, pomysł wydawał mi się przedni, teraz gdy mam coś napisać, nic fajnego mi do głowy nie przychodzi. Ostatnio jakoś spektakularnie się nie pociąłem, choć nadal każde zakładanie nowego skalpela na obsadkę traktuję jak ruską ruletkę, by dojść do czegoś drastycznego muszę się cofnąć parę lat...
Dawno, dawno temu gdy figurki były jeszcze z metalu, a konwersja w najlepszym przypadku polegała na wymianie główki lub podgięciu rączki, kumpel wpadł na ekstraordynaryjny pomysł by pieszego ziomka osadzić na siodle. Dziabanie piłką włosową było wykonalne ale czasochłonne, a tak się złożyło że przypadkiem zupełnie, miałem silnik od odkurzacza i dentystyczną mikro piłę tarczową. Z nieukrywaną przyjemnością podjąłem się zadania rżnięcia elfa całkiem w pół, mniej więcej w poprzek by dopasować go do nóżek zajumanych od innego. Silnik, by nie było, został wyposażony w profesjonalny chwytak szczękowy, w który można było wetknąć i zacisnąć różne fajne rzeczy, wiertła, drobne frezy i rzeczoną piłę dentystyczną. Fajna zabawka wzbogacająca mój modelarski warsztat o kolejne narzędzie mordu. Operacja poszła by nawet gładko gdybym tylko dokręcił śrubę mocującą. Taki silnik swoje obroty ma, elf stawiał trochę opór, śrubka puściła a piła z wizgiem wyrwawszy się na wolność trafiła w biurko, rykoszetowała od czegoś by ostatecznie utknąć w moim czole. Krew mnie zalała ale elfa przerżnąłem!
Jakiś czas później, kupiłem okazyjnie za grosze trochę ludków, od sadysty amatora, który lubi je topić w różnych farbach nazywając to malowaniem, a że nie stać go było na Citadelki to z uporem używał Humbroli, bejc, olejów i wszelkiego innego zła które koloruje.
Kolejno próbowałem każdego zmywacza i rozpuszczalnika, który wpadł mi w ręce, wszelkie nitro, aceton, benzyny, spirytusy, każdy trochę ściągał ale ciągle odkopywałem kolejne warstwy aż ktoś niezwykle życiem modelarskim doświadczony zasugerował sodę, kaustyczną, rzecz jasna! Kupiłem w chemicznym na rogu jakiś uber-wynalazek z Niemiec, były na nim czachy, płomienie i wszystkie inne symbole z biohazardem na czele, rozetki radioaktywności się nie doszukałem ale pewnie też była tylko małymi litrami na dole, aż tak się nie przyglądałem. Facet w sklepie powiedział, że skuteczne jest bo wytępił tym szczury na działce. Fajna sprawa, wrzuciłem ludki do słoika, zasypałem wynalazkiem, zalałem wodą i poszedłem w cholerę do roboty. Po powrocie odkryłem w łazience syf okrutny, śmierdziało wszystkim co żrące, kwaśne i piekące, zlazł lakier z osłony pralki a sufit dostał słomkowego nalotu. Słoika nie zakręcałem celowo, bo bałem się że reakcja wyzwoli jakieś gazy, które go rozpierniczą w kawałki, w sumie to nie wiem co lepsze, sufit i tak miałem malować, hmm podłogi by chyba nie przeżarło, to nie była krew ksenomorfów.
Zajzajer okazał się całkiem skuteczny ale nadal nie do końca. Część farb zamieniło się w jakąś błotną zupę, resztkowe plastiki, które przetrwały wcześniejsze kąpiele stopiły się i ostatecznie spłynęły na dno. Odrobina jakichś podkładów została na ludkach. Założyłem rękawiczki wygrzebałem starą szczotkę do zębów i jąłem szorować w umywalce, poważnie się bałem się że zniszczę wannę. Skończyłem dość szybko, bo rękawiczki które miałem momentalnie się rozpuściły i całkiem żwawo zlazły razem z naskórkiem, słoik zleciał mi na kolana chlapiąc spodnie, które po praniu powędrowały na "stos rzeczy nadających się już tylko na działkę". Ludki nadal były brudne! Zapakowałem je w nowy słoik i polazłem robić syf do kumpla, no bo co dwie głowy, a coś mi świtało, że miał kwas azotowy...
Faktycznie miał z litr kwasu, ale też Toluen, którego używał do rozpuszczania distalu i zmywania lakieru z jakichś motocyklowych blach.
Zalaliśmy ludki Toluenem a jednego testowo kwasem i poszliśmy przewietrzyć się do ogródka, potem poszliśmy do sklepu po napoje, a potem jeszcze posiedzieliśmy na ławce, a potem poszliśmy po żarcie dla kota... wracaliśmy szybciorem, węsząc z daleka awanturę. Kota znaleźliśmy w kącie, lekko się zataczał i zarzygał całe mieszkanie, wprawdzie przeżył ale nigdy już nie chodził prosto a jedno oko nigdy do końca mu się nie domykało. Ludki za to domyły się idealnie, ten po kwasie wyglądał lepiej niż nowy, był tylko, trochę jakby chudszy.
Z kotami wiąże się też inna historia, gdy zostawiałem sklejone ludki na wierzchu, moje potwory Alien i Predator odgryzały im główki, jednego pomalowanego już Japończyka nigdy nie znalazłem, cholerne koty z Ultharu...
Na razie tyle czas na podsumowanie...



Figurkowy Karnawał Blogowy to projekt polskich blogerów figurkowych. Pomysłodawcą jest Inkub z Wojny w Miniaturze Poprzednie edycje FKB można sprawdzić na DansE MacabrE

Frekwencja jak na wakacje całkiem spoko. Po cichu liczyłem na jakieś flaki, szwy i mordy rytualne, aż tak dobrze nie było, ale i tak jest co poczytać. Mam nadzieję że nikogo nie przeoczyłem, oto zestawienie XXXVI FKB:

XXXVII edycję poprowadzi Maniexite

wtorek, 1 sierpnia 2017

Podsumowanie XXXV edycji Figurkowego Karnawału Blogowego, znajdziemy na blogu Inkuba czyli Wojnie w Miniaturze. Wszystkie odsłony w jednym miejscu trzyma Quidamcorvus.

Temat XXXVI edycji to: "Rany i obrażenia, których dostarczyło wam figurkowe hobby"

poniedziałek, 31 lipca 2017

Czymże jest owa zacna inicjatywa, niech objawi własnymi słowami Inkub


Wracając do tematu, rozumiem go dość przewrotnie, być może dlatego że mam czerwone oczy po nieprzespanej nocy. Najpierw przez dziewięć godzin malowałem najemników do Rogue Stars, zacna gra ale o niej samej napiszę przy innej okazji. Potem zarwałem noc, no prawie bo skończyliśmy około czwartej nad ranem, robiłem za Arbitra w dość długim scenariuszu gdzie dzielni Kosmiczni Kupcy próbowali odbić swojego zioma z więzienia.
Fotka z więzienia i oczy do FKB

piątek, 9 czerwca 2017

Dwa miesiące, ponad dwa miesiące jak nic nie napisałem, ale teraz będę trochę nadrabiał...
Dziś małe chatki w kolorach.
Modele pochodzą z mojej oferty mam postanowienie by każdy nowy wprowadzany model malować.

Sklejenie jest bardzo proste, zajęło mi ze dwadzieścia trzy minuty na wszystkie budyneczki, oczywiście wikolem, HDF lubi wikol.
Strzechę robiłem na dwa kroki. Najpierw wyciąłem zbędny pasek z futerka przygotowywanego na nową matę, przyciąłem pod rozmiar dachów i przykleiłem na klej polimerowy. Te czynności wykonałem dzień wcześniej, bo polimer lubi mieć spokój przy zasychaniu, warto poczekać bo jak złapie to nie puści.
Bejcą rustykalną spirytusową przelałem futerko i przez chwilę suszyłem pod suszarką. Wyszło całkiem spoko i myślałem że już takie zostawię, ale jako że po ostatnich zakupach mam nowy klej w sprayu to pojechałem z tematem dalej. Na pierwszą warstwę kleju położyłem piaskową posypkę tundrową, to miks trawki elektrostatycznej i maciupkich strzępków jasnej gąbki. Drugą warstwą była drobna zielonkawa gąbka od Woodlan Sccenic, oryginalnie udaje podszyt w skali 1:87, u mnie robi za jakieś przerastające strzechę roślinki. Pomiędzy warstwami psikałem lakierem do włosów by gąbki i trawki trzymały się strzechy. Na koniec w paru miejscach dodałem kilka jasnych zielonych tufftów.
Przyszła pora na malowanie, dwie warstwy Beckersa koloru 'Poranna Kawa' czy jakoś tak, nijak mi się nie kojarzył z kawą szybciej z bawarką, ale krył znakomicie!
Chatki przychodzą gołe, (będzie w ofercie zestaw dodatkowy ale to za jakiś czas) tzn bez okien więc coś musiałem z tymi dziurami zrobić. W szufladzie znalazłem kawałek balsy, pociąłem go na szczapki i zabiłem otwory. Przyświecała mi idea by zrobić opuszczoną gnijąca i rozpadającą się osadę, łażą mi gdzieś w tle jakieś zombiaki i ghule...nowa armia?!
Deskowania malowałem, najpierw bejcą spirytusową ale biel drewna trochę za mocno się przebijała, poprawiłem więc sepiowym washem i miejscami jeszcze rozrzedzonym w alkoholu brązem. Gdy podeschło, tym razem nie musiałem używać suszarki, ostatnio pogoda nas rozpieszcza i domki wysychały w dobrym tempie, zrobiłem szybki drybrush Bleached Bone i dodałem trochę zacieków zieloną rozrzedzoną farbą.
Czas na brudzenie, pigmenty od Kromlecha nadal są wg mnie bezkonkurencyjne, ostatnio kupiłem czarny Vallejo ale kudy mu tam do Kromlecha! Brudzing zaczynam od krawędzi i zawsze od najciemniejszego tu, ziemistego brązu, świetnie się wciera, pigmenty by "siadać" muszą mieć porowatą powierzchnię inaczej wcierane zaczynają się świecić. Dobrze jest pomiędzy kolejnymi warstwami położyć warstwę lakieru do włosów, raz by zabezpieczyć już położone pigmenty a dwa by zmatowić powierzchnię dla następnych warstw. Nie wiem czy to poprawnie robię, ale działam tak od pewnego czasu i mi się sprawdza.
Kolejno wcierałem brąz, potem zieleń i poprawiałem żółtym, tym ostatnim zrobiłem też cienie pod dachem. Na koniec całość lekko stonowałem piaskowym pigmentem z Paint Forge. Nadal było mi mało, postanowiłem dodać trochę zacieków. Tradycyjnie użyłem do tego washy olejowych AK. Parę kresek brązowych i zielonych roztartych zwilżonym we white spiricie szerokim płaskim pędzlem załatwiło sprawę.
Na koniec użyłem efektu porostu od Vallejo, to te żółte plamki, na drewnie i przy ziemi, z bliska wygląda świetnie lekko odstaje i ma idealny "porostowy" kolor.
Kilka fotek na koniec i do następnego wpisu, mam nadzieję, że szybciej niż za dwa miesiące...

środa, 5 kwietnia 2017

Autopromocja czyli przeklejka z BA-Banzai. Jak dojrzeję to zrobię podobne tła w klimatach SF i Fantasy. Chyba, że Squaty na tle palm to dobry...

wtorek, 4 kwietnia 2017

C29 Young Scorpion Tailed Dragon, Citadel Mianiatures, 1985, Nick Bibby czyli Smoczek ze skorpionim ogonem. Stary zwierzak z oferty GW. Malowany, od wakacji, przy okazji i przypadkiem podczas wykańczania czołgów i Japończyków, stąd te zielenie.
Podstawka to kolejne podejście do trawiastego wynalazku teksturującego od Vallejo, tu nawet jakoś to wygląda, choć porost tym razem się nie sprawdził (to te żółte plamy, faktycznie nadaje się chyba tylko na ściany), spękania to technikal od GW. Fotki trzy na koniec:

środa, 15 marca 2017

Games Workshop z okazji targów gier i zabawek Gamma, popuściło nową armię do Age of Sigmar, parowe latające krasnoludy o wdzięcznej zastrzeżonej nazwie własnej Kharadron Overlords.
Nowa odmiana krasnoludów do AoS zapowiadana była od dłuższego czasu, mam wrażenie że fryslayerzy nie do końca się podobali, mi nie przypadli do gustu. Teraz dostajemy super wypasione steampunkowe post-warhammerowe krasnoludy. Stylistyka jak w całym AoS, rozbuchana, ludki wielkie i do niczego poza AoS`em nieprzydatne. Na facebookowych grupach poświęconych Squatom, nooby już robią pre-ordery i cieszą się na nowe proxowane rozpiski. Kharadron Overlords Squatami nie są i być nie będą a Grognardzi po raz kolejny zostali zrobieni w jajo i czekają dalej...
Szczerze powiem, że stylistyka mi pasuje. Oderwanie od ziemi jest ciekawym pomysłem, trochę nawiązuje do Squatowych Inżynierów operujących z pokładów pancernych zeppelinów (Overlordów), odbieram to jako ukłon w stronę starych graczy. Jest ciężko, metalowo, groźnie. Jak się przymknie oko na pewne rozwiązania (latające sfery mocy), całość jest spójna i wygląda ciekawie. Należy oczekiwać w dalszej kolejności następnych modeli, spodziewam się czegoś w rodzaju machiny kroczącej albo stanowisk ogniowych zrzucanych z nieba...
Gdyby AoS był osobną grą, a nie pogrobowcem warhammera, pewnie teraz wyciskałbym z portfela ostatnie zaskórniaki, ale że nie jest, więc nie muszę albo może nawet nie powinienem. Trochę jednak jestem rozdarty...

Dziwny jest trochę ten wlot powietrza, może to kwestia fotografii ale na razie jest za mało krasnoludzki.
Widać, że to będzie jeden zestaw z opcjami. Okręty bardzo mi się podobają!
Ciężka piechota, taka sobie choć detale trzymają poziom. Trochę za sztywne pozy.
Załoga świetna, czuje się stylizacje na nurków rodem z Verna. Kotwica, parowe miotacze harpunów. To jest dobre!
Naczelny meteorolog, trochę się gubię gdy na niego patrzę, nie bardzo widzę gdzie ma twarz. Detale rewelacja!
Pan z miotaczem przegrzanej pary, zapowiada się całkiem spoko do wymiatania szczurów.
Jakiś lord, gość mnie kupił postawą i blaszaną brodą. Genialny ludek!
Szef desantu, zobaczyłem go jako pierwszego i zepsuło mi to odbiór całości. Pomysł latających kul mocy jest, w mojej ocenie, dość kontrowersyjny. AoS jakby nie było wyrasta z fantasy i to nawiązanie do boilerów, kotłów parowych i rusztów zostało podkreślone, nie wiem jednak czy w najlepszy z możliwych sposobów, może można to było zrobić trochę lepiej.
Pomysł latającej piechoty, sam w sobie nie jest zły, problemem są chyba kule mocy. Takie sobie.
Groteskowy kowal, ale młot ma rewelacyjny!

niedziela, 5 marca 2017

Skończyłem buldosia, albo takie mam wrażenie, w każdym razie zostawiam go tak jak jest. Dopiero na fotkach zauważyłem, że podstawka nie ma krawędzi. Drobne przeoczenie do poprawienia w moment. Ludka malowało się bardzo fajnie, rzeźba lekko przerysowana, bez zbędnego silenia się na nowoczesny hiper super-duper realizm. Tak powinny wyglądać figurki do grania. Ścibor odwalił kawał dobrej, stylizowanej na oldskool, roboty!
Fotki dwie i przechodzimy do sedna sprawy...


Dziś będzie trochę o starych krasnalach, które przy okazji fotografowania Czerwonego Goblina, złapały się w kadr...

Citadel Miniatures Catalogue Section Two 1991 (Red), Imperial Dwarfs, Commander, Hammer 2 074335/29A, Perry Twins
Wydaje mi się, że wcześniej występował pod jakimś imieniem, ale nie mogę go teraz sobie przypomnieć. Malowany prawie dziewiętnaście lat temu. Obecnie dostałby więcej cieni i rozjaśnień, ale wtedy taki tabletop wystarczał w zupełności. Podobna notka tyczy się wszystkich moich ludków malowanych dawniej niż dziesięć lat temu.
Przez lata dzielnie służył jako król "bretońskich" krasnoludów. Biało niebieskie malowanie wydało mi się proste, dopasowałem do tego championów, sztandar, odpowiednie kalkomanie i tłoczone tarcze. Schematy malowań krasnoludów to zawsze był bolesny temat..
Malując starałem się trzymać paru stałych elementów np rękawic i pasków z goblińskiej skóry, takie wykończenie pojawia się w większości moich krasnoludów.

Citadel Miniatures Catalogue Section Two 1991 (Red), Imperial Dwarfs, Axe19 074335/9, Perry Twins
Królewski czempion, malowanie jak i reszty detachmentu, biało niebieskie i jeśli się da to jednorożec na tarczę. Z tego co widzę ludek nie ma źrenic, oznaczy to, że był malowany około dziesięciu lat temu, kiedy to przestałem dostrzegać detale w ludkach. Parę lat temu kupiłem lupę modelarską i trochę poprawiłem się w detalach.

Citadel Miniatures Catalogue Section Two 1991 (Red), Dwarf War machines, Flame Cannon, Spotter 074362/2, Perry Twins Kawałek załogi starego flame cannona, którego nigdy w komplecie nie miałem. U mnie obsługiwał głównie balisty, być może to właśnie z którąś z nich mi się trafił w blisterze.Zaskakują mnie niewycieniowane dłonie. Być może nie skończony poszedł na wojnę, a potem zapomniałem go poprawić.


BC3 Dwarf Lords of Legend, Kimril Giantslayer, Perry Twins Legendarnych Lord z roku 1985, niestety nie ich mam wszystkich. W latach 90tych trafiali się jeszcze w blisterach jako szeregowi członkowie klanu. Malowany już post-warhammerowej fazie, nigdy nie walczył. Użyty parę razy podczas sesji RPG.

Citadel Miniatures Catalogue Section Three 1993 (Green), Section Marauder Miniatures, MM15 Dwarf Clansmen, MM15/51, Aly Morrison & Colin Dixon Jedna z fajniejszy serii Krasnoludów, rok 1992. Niby zwykły wojak ale czasem wstępował do ostatnich szeregów Długobrodych. Malowanie błyskawiczne dwadzieścia minut. Pamiętam bo malowałem go na czas. Kolczuga robiona tradycyjną metodą, boltgun metal, armour wash, drybrush mithril silver. Broda była robiona na mokro i mieszana już na figurce. Tarcza metalowa, zabrana wikingom z Old Glory czy innego podobnego dziadostwa. Miałem tych tarcz kilkadziesiąt i wielu moich krasnali zostało w nie uzbrojonych.

Citadel Miniatures Catalogue Section Three 1993 (Green), Section Marauder Miniatures, MM16 Dwarf Slayers, Troll Slayers, MM16/1, Trish & Aly Morrison Jeden z pierwszych slayerów, który do mnie trafił. Malowany na początku września 1994 roku, jeszcze Humbrolem. Pomalowanie trzech ludków, włączając w to schnięcie kolejnych warstw farby, zajęło mi około tygodnia. Pod koniec września, po imieninach, byłem już szczęśliwym posiadaczem Citadelek i malowałem jednego ludka co wieczór. Ten ma malowane paznokcie i błyszczący lakier zapuszczony do oczu. W pierwszych kilku ludkach robiłem też ślinę i nabłyszczałem usta. Później już mi się tak nie chciało. ;)

Warhammer Armies Dwarfs p.109, rok 1993, Clansmen, With spear 88001/1, Aly Morrison and Colin Dixon Wojownik klanu uzbrojony we włócznię, jakich wielu w mojej armii. Czasem wystawiałem ich jako uzbrojonych w broń podstawową, a czasem jako pikinierów.Zależało od przeciwnika i fantazji.

Citadel Miniatures Catalogue Section Two 1991 (Red), Imperial Dwarfs, p212, Spear 2 074347/25, Perry Twins Członek Szarego Oddziału, nigdy lepszej nazwy nie dostali, jednostka składająca się z klanowców uzbrojonych w broń ręczną albo krótkie włócznie. Kolorem przewodnim w tym oddziale był szary. Brak głębszego cieniowana i zielony rant podstawki sugeruje pradawne malowanie.Strasznie monotonny schemat, powinien dostać jakieś żywsze akcenty na tarczy. Cóż kiedyś malowałem na ilość...

White Dwarf 166, p79, Marauder Miniatures, Dwarfs, Dwarfs Miners, Dwarfs Miner 3 88044/3, Colin Dixon Górnik wzór trzeci, malowanie współczesne (około 2011 roku) co widać po cieniowaniu i wykończeniu. Mam zrobiony w tym samym schemacie kilkunastu. Budowanie wielkich oddziałów było smętnym pomysłem rodem z 8ed WHFB. Niestety dałem się porwać temu szaleństwu. Zmontowałem jednostkę składającą się z dwudziestu metalowych i kilkunastu plastikowych z boxa i Skull Passa. Błędna decyzja...

White Dwarf 205, p120, Dwarfs, Dwarf General, Queen Helgar 74389/1, Colin Dixon Królowa Helgar objawiona światu z okazji kampanii Grudge of Drong. Była to pierwsza z pudełkowych kampanii do 5ed. Cztery łączone fabularnie bitwy, specjalne listy armii dla Krasnoludów i Elfów, przedmioty magiczne, domki i dedykowane figurki. Generalnie wypasior. Krasnoludy dostały, nowego kowala run, Królową, generała Dronga, szefa do górników Mattocka, nową armatę wydłubaną przez weterana Normana Swalesa i (niestety) nowych Hammeresów. To tu zaczyna się zmiana stylistyce figurek. A ja powoli kończę grywać w Fantasy Battle`a...

 

blogger templates | Make Money Online