niedziela, 18 stycznia 2026

Kampania na Wyspie Nefyn

Całej kampanii poświęcę jeden post, kolejno i chronologicznie będę dodawał raporty, im niżej tym nowsze posty.
Bitwa 1:"Rozpoznanie w Havenfordwest"
Bitwa 2:"Zasadzka na leśnej drodze"
Bitwa 3:"Zdobyć i utrzymać"
Bitwa 4:"Magazyn Amunicji"


Bitwa pierwsza "Rozpoznanie w Havenfordwest"


sir Arth ap-Cardonn-Rhys (aktualnie w stopniu yawdryla)
Raport do Naczelnego Dowództwa,

potwierdzamy wcześniejsze podejrzenia, Wyspa Nefyn stała się celem desantu Krucjaty.
Wczoraj w godzinach popołudniowych dwie drużyny Bagiennych Ogarów zostały ostrzelane w okolicach przysiółka Havenfordwest. Osada była opuszczona i zdewastowana przez wstępny ostrzał średniej artylerii wroga, to te grzmoty które słyszeliśmy od paru dni.

Wrogie jednostki to regularna armia Krucjaty, sądząc z nasycenia ognia broni automatycznej, zaskakująco dobrze wyposażona.

Pomimo potężnej nawały ogniowej i strat własnych, wroga udało się powstrzymać.

Obserwacje i uwagi:
Szeregowy {funkcja kuchcik) Nant wykazał się inicjatywą i zaatakował w walce wręcz wrogiego strzelca. Walka przebiegała podręcznikowo. Zdając sobie sprawę z liczebnej przewagi wroga, Nant tak jak był szkolony, udał nieprzytomnego i dał się zaciągnąć do obozu wroga. Spodziewam się go zobaczyć, najpóźniej jutro w godzinach porannych. Kolację zrobimy sami, mamy jeszcze puszki i ciastka, ale Siarl na śniadanie zażyczył sobie jajek sadzonych na pieczeni ze snegla w omaście z bagiennych trufli i jagodowej glazurze, żaden z nas tego nie dokona, kuchcik musi wrócić!

Siarl eksperymentował z amunicją co doprowadziło do wybuchu na spłonce. Gdy się otrząsnął, odstrzelił wrogiego marksquara i rhyflera. Odniosłem wrażenie, że sprawiło mu to wielką satysfakcię. Wypadek jednak dał mu się we znaki, bo szybko wycofał się za las. Ostatecznie skończyło się na osmaleniach, widziałem jak wieczorem przy ognisku Blodwen Ress, dyna, opatrywała mu pyszczek, martwimy się by drobiny prochu nie pozostały pod skórą.

Sugestie
Należy rozpraszać drużyny.
Przeszkolić rhyflerów w obsłudze granatów dymnych i odłamkowych, przy okazji niech ta przeklęta ciota ap-Lloyd sprawdzi ich stan, nie potrzeba nam samobójców w jednostce! Ze dwanaście skrzynek proszę dostarczyć możliwie szybko.
Oczekujemy na przybycie, Gwilyma Vaughana z Osełką, podniesie to morale w oddziale.

WAżNE! Proszę przekazać Majorowi R.O-G. by szykował Gorgona do destantu naszego Squeedla.

Straty bezpowrotne
Niestety ponieśliśmy straty. Należy wysłać typowe kondolencje do rodzin milwera Krada, szkoda drania bo jego siła bardzo się przydawała oraz rhyflera Glyna. Wreszcie zdejmą nam embargo na wizyty w Gwyncie.
Pośmiertnie obu należy odznaczyć Y Ryfet Olaf`em, niższej klasy bez praw do renty.
p.s. raport krótki, odsyłam w dwóch osobnych przesyłkach. Trzeciej kopii nie będzie, bo ostatniego pykpyka, niedopilnowany Błysk pożarł przedwczoraj wieczorem. Załączony dagerotyp przedstawia mnie podczas akcji. Proszę go przekazać i pozdrowić moją Szanowną Małżonkę.
p.s2. Siarl życzy sobie wraz z nową dostawą, dwa pledy, jeden w złote listki, drugi w kratkę klanową oraz pełną zastawę z Asgwrn-Lloer, twierdzi że z innej herbata mu nie smakuje. Dla mnie tylko sześć pudełek grubo ciętego tytoniu.

Bitwa druga "Zasadzka na drodze"


Namiot is-Caertena Ivora Herberta-Jonesa, popołudniowa godzina picia herbaty i chrupania ciastek.
Rysik sprawnie skrobał po karcie planu jakiegoś kolejnego Niesamowitego Konstruktu, jak się zdaje był to automatyzowany ściągać woderów. Ivor był już prawie zadowolony z efektu, nanosił ostatnie poprawki. W jego wieku i przy jego tuszy schylanie się było dość kłopotliwe, a sama myśl o szarpaniu się z ordynansem idiotą, przyprawiała go o mdłości.
- Czy to tak ciężko spamiętać, - mrukął pod nosem - że żółty kalosz kryje protezę?! - a może niebieski - nigdy nie miał pamięci do kolorów...
Poła namiotu lekko zafalowała, gdy ktoś zastukał w deskę przymocowaną przed wejściem.
- Wejść - sapnął, szybko zwijając cenny rysunek - kto tam?
Zwinna młoda postać wskoczyła z deszczu do suchego nagrzanego wnętrza.
- Patrol wrócił, sir! - zasalutował i regulaminowo zatrzepotał klapkami ordynans.
- Co mi tu tak błockiem chlapiesz, dawaj yawdryla! - fuknął Ivor strzepując kropelki błota z rysunku - Co tam tak śmierdzi, czy to Garth dowodził?!
Ordynans nie kłopocząc się by odpowiedzieć, odwinął na pięcie i wyskoczył przed namiot.
Tym razem do środka, znacznie spokojniej wszedł starszy quar i wyprężył się oddając honory.
- Nie chla… - zdążył jedynie pisnąć Ivor osłaniając po raz kolejny rysunki przed chmurą błota - …pać! Czy musicie, do diaska tak trzepotać?! - rzucił ku rhyflerowi.
- Tak jest, sir! - szczeknął dowódca zwiadu - Klapki muszą być czyste i suche, wg regulaminu!
- A nie możemy go zmienić? - zdziwił się Ivor.
- Nie sir, to tradycja, sir! - rzucił yawdryl Garth
- A nie możecie odbłocić się z tego gnoju przed moim namiotem? - niecierpliwił się już Ivor.
- To byłby brak szacunku dla szarży! - oponował, nadal na baczność, quar.
- Raport! - rzucił Ivor
- Tak jest, sir! - dowódca zwiadu ponownie trzasnął klapkami i zaczął wyrzucać z siebie słowa z prędkością maszynowego Cryfena.

“Poranek, mgła, las między Pontardawe a Llangefni. Nasz zwiad natrafia na grupę piknikujących na środku leśnej drogi rhyflerów wroga. Leżeli na środku, wyglądało jakby tam nieźle w nocy zabalowali. Po krótkim rozpoznaniu, zespół milwera Hyw-Haiarn ap-Jenkyna składający się z niego samego, rhyflera Drama jako ładowniczego oraz Blodwen Rees jako wsparcia medycznego, otworzył skuteczny ogień."
"Przeciwnik taktycznie turlał się i odskakiwał, lecz tym razem dostarczona amunicja była najwyższej jakości, trzech wrogów natychmiast padło trafionych! W wyniku ognia zwrotnego milwer odniósł lekką ranę, ale po opatrzeniu przez dynę, kontynuował ostrzał."
"W tym samym czasie ja w towarzystwie trzech rhyflerów obeszliśmy zagajnik oczekując w zasadzce na uciekającego wroga. Wróg jednak nie wykazał się inicjatywą, i nadal czaił się za osłonami przygwożdżony ogniem."
"Grupa dywersyjna czyli zwiadowca Daff ap-Llewynn oraz bukanier Vawr dobijali próbujących przedostać się za osłony wrogów, skuteczny ostrzał na krótkim dystansie zniwelował działania wroga."
"Do odznaczenia wskazuję trapera Bryna, którego pułapka skutecznie poraniła jednego z wrogów! Wraz z ustąpieniem mgły wycofaliśmy się na z góry upatrzone pozycje. Ostateczne straty wroga, bezpowrotne trzech strzelców, jeden ranny. Po naszej stronie, bez strat. Koniec raportu!”
No i pięknie! - ucieszył się Ivor - tak trzymać!! A teraz wołaj ordynansa, niech mi pomoże ściągnąć te cholerne kalosze.

Bitwa trzecia "Zdobyć i utrzymać"


Kochana Mamo,
piszę ten list z leśnego obozu. Karmią nas dobrze, śpimy mniej ale pogoda łada ładna, a Dyna sprawdza czy mamy czyste uszy i suche stopy. Całymi dniami Łazimy po Bagnach, zbieramy grzyby i pędramki. Parę dni temu dołączyliśmy do grupy sir Artha, mają własnego sarf-cyna, ale fajny! nazywa się Gis-Ty "Błysk" taki szybki jest, sam widziałem jak złapał pykpyka! Jak wrócę to też sobie takiego skombinuję, aportuje jak dziki i robi śmieszne fikołki, a dla zabawy przegryza rzucane puszki, znalazłem u niego w kojcu but Krzyżowca!
A wcześniej, ale to tajemnica więc nie rozpowiadaj, (przekupiłem ciastkami cenzora Rhunna), podleciał do nas sterowiec! mamo!! kurdebele, prawdziwy taaaki wielki, pienkny pinkny taaaaki wielki jak, jak, jak no nie wiem co... jak cały nasz kopiec i jeszcze z pół tego Llewynnów albo i większy i uważaj teraz, na łańcuchach spuścili nam Squeedla, jest śliczny nie za duży taki, dobrze się kitra w bagnie jak ślimak, a wiesz jak się nazywa? W życiu nie zgadniesz, Taran y Falwen-Sidan* i faktycznie potrafi grzmotnąć, ale to tajemnica, nie rozpowiadaj! ponoć mamy jakiegoś wroga i będziemy go zaskakiwać...
A Wczoraj preceptor Pugh, który teraz jest zwiadowcom, pokazał jak się składać skradać i przypadkiem odstrzelił jakiegoś paskudnika, zamiast snegla którego miał upolować na kolacje. W sumie to ja nic nie widziałem, bo yawdryl kazał nam leżeć plackiem, że to bezpieczne dla nas, a cholera go wie po co, bo nic się nie działo.
Pan Pugh przytargał go, (tego paskudnika nie snegla, bo tego w końcu nie upolował) do obozu. Milwer i Yawdryle probowali podpytywać kim jest i co w tej okolicy robił, ale cham się uparł, że tylko starszemu stopniem coś powie, to w końcu zanieśli go do namiotu is-Caertena. Ponoć były jakieś skrzeki i kwiki, jam sam nie widziałem bo miałem słóżbe we kuchni, ale Llyr (co jak twierdzi wymawia się jak Chl-yr) przez dziurę w namiocie sam widział, jak pan Herbert-Jones na nim usiadł i kaloszem mu piszczał! Naprawdę jest fajnie, zapisałem się na kolejny turnus!
pozdrów wszystkich a szczególnie małą Myfanwy
twój kochajomcy Dram
p.s. ahaś! a pan Siarl to sierota, znowu mu wybuchnął ten bajerancki karabimn (hmm, to chyba też jest sekret, to nie rozpiw
p.s. pan Pugh zdjencie mi dali, to se powieś je gdzieś










*Grzmot Jedwabnego Ślimaka

Bitwa czwarta "Magazyn Amunicji"


Dym z ogniska przesłaniał widok i gryzł wyciskając łzy z oczu, żodyn rhyfler nie przyznał się później, że to wzruszenie zaciskało mu gardło i wyciskało ślozy. Scena pożegnania miała w sobie coś z pierwotnego, surowego mistycyzmu, Gloamczycy zawsze byli blisko natury. Każdy kolejno wyciąga swój bagnet i pociera nim o grzbiet leżącego sarf-cyna. Rytuał był nie tylko pożegnaniem, symbolicznie odcinali się od przeszłości i nakręcali do nadchodzącej walki, tak nakazywał obyczaj, tak robili ich Przodkowie, tak należało. Teraz przejmowali cząstkę ducha i dziką drapieżność bagiennej bestii, teraz jedynie musieli go pomścić, ale najpierw rytuał musiał zostać dopełniony, musieli nabrać sił by przeżyć kolejny dzień.

Najpierw basowe pomrukiwanie żukopająka, by za chwilę dołączyły rzewne tony srebrnych strun, Teg oddziałowy muzyk, rozpoczyna Pieśń Wspomnień. Każdy z zebranych dorzuca od siebie kolejną nutę i historię poległego, chór głosów niesie się echem nad bagnami, jeśli wróg ich usłyszy to nawet lepiej, niech wie że nadejdą wraz z poranną mgłą dokonać pomsty!
Melodia powoli przycicha rhyflerzy milkną, czyniąc przestrzeń dla Gwilyma, to on jest Opiekunem, do niego należy ostatnie najbardziej ponure zadanie. Wydobywa swój długi nóż "ostrzy" go po raz ostatni o grzbiet jaszczura i zabiera się do pracy. Dźwięk stali sunącej po łuskach jest teraz jedynym, który pozostał po ucichnięciu pieśni. Gwilym, z twarzą zastygłą w maskę z brudu i łez, pracuje w absolutnym skupieniu. Każde cięcie jest precyzyjne – to nie rzeźnia, te zostawią dla wrogów, to pożeganie bohatera.

Opary mgły, jak młode saf-cyny pełzają między nogami rhyflerów, mgła podnosi się by duch Hog-Va mógł odejść w zaświaty.

Magiczną chwilę brutalnie przerywa wychodząca z cienia zwalista obła postać.
- Dość tych modłów - sapie zirytowany - Niech cook zrobi z niego gulasz, dobre mięcho nie może się zmarnować.

Wnętrze namiotu dowódcy wypełnia zapach dopiero co zaparzonej herbaty, Siarl ap-Llywelyn-Vane Earl Gwaith-Vane spoczywa wygodnie rozłożony na otomanie owinięty kocykiem w złote listki.
- Co ty mówisz, Ivor, oni go zjedli?! - rzuca siorbiąc gorący napar.
- Tak, sir! - Is-Cartyn poprawia cisnący go pod pachą pasek woderów - To nadal dzikusy, wystarczyło parę tygodni poza domem, a już im w duszach grają takie sentymenty.
- A jak tam bitwa? - syczy - Gorąca ta herbata! To ta z ostatniej dostawy syrnola Rodericka? Całkiem zacna.
- Hmm, taa - Niby przesądny nie był, ale ponury nastrój sceny przy ognisku jakoś chyba mu się udzielił. - Taak, sir. - poprawia się, pamiętając o etykiecie - Sterowiec podrzucił zamówione rzeczy, mamy już też squeedla i amunicji na kilka ciężarówek. Strata tego magazynu nic dla nas nie znaczy. - po chwili dodaje - Chłopaki chcą go przyozdobić skórą z sarf-cyna.
- Co za obrzydliwe barbarzyństwo! - niecierpliwym gestem ucisza rozmówcę Earl - Na Przodków! Ależ przenigdy się na to nie zgodzę. To nowy traktor i ma być w przepisowych barwach! Dolej mi, z łaski swojej, jeszcze kropelkę herbaty.

Plan ogólny

Wróg podchodzi falami

Rhyfler Ftann, na wysuniętej pozycji obrzuca skutecznie granatami podchodzącego wroga! W tym czasie marksquar Wynnin umiejscowiony wygodnie w latarni wyłącza z akcji co najmniej czterech wrogów!

Podstępny infiltrator atakuje z ukrycia, Gwilym Vaughan traci przytomność i kontrolę nad sarf-cynem Osełką. Zwierzak w szale atakuje wrogiego raidera, ale ginie postrzelony!Wróg wykorzystuje zamieszanie, pod osłoną murków, zaparkowanego pyngo i oparów trzęsawiska przystępuje do szalonej szarży. Pomimo interwencji yawdryla, dwóch paskudników Krucjaty przenika do magazynów amunicji i je dewastuje!

2 komentarze: